Xi wyjaśnia zasady gry socjopacie

Xi de facto nakreślił ramy tego, jak Chiny i USA powinny ze sobą rywalizować w duchu obopólnych korzyści („win-win”).

GUANGZHOU – Prezydent Chin Xi Jinping przedstawił swoje oczekiwania bezpośrednio w Gabinecie Owalnym. Prezydent nastawiony na „rozstrzygające rozwiązanie” – rozważający dokonanie nuklearnego ludobójstwa na Iranie, o czym wspomniał z mównicy ONZ – nie powiedział „tak”.

Xi powiedział wprost Trumpowi, że Chiny opowiadają się za natychmiastowym powrotem USA do ustaleń z Islamabadu (Memorandum of Understanding – MoU) – tak, chodzi o ten słynny „martwy kot” (martwy punkt negocjacyjny). Negocjacje powinny zostać wznowione „jak najszybciej”, prowadząc do kompleksowego porozumienia obejmującego kwestię nuklearną.

Do przełomu jednak nie doszło. Biały Dom nie opublikował własnego komunikatu. Trump unikał odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące merytorycznej strony trzygodzinnego spotkania z Xi. Fascynujące jest to, jak udało się wyeliminować z agendy szczytu kwestię Iranu – temat potencjalnie wybuchowy – zamiast uczynić go jej częścią.

Równolegle przetrwał kanał komunikacji, który można by nazwać „nowojorskim”; być może zmierza on ku porozumieniu zakładającemu stopniowe ustępstwa handlowe.

Negocjatorzy rozważają scenariusz etapowego wyjścia z impasu: Iran ponownie otwiera Cieśninę Ormuz, USA jednocześnie znoszą morską blokadę wprowadzoną przez Trumpa, a w ślad za tym następuje odmrożenie aktywów. Teheran przeniósłby wówczas żądanie opłat tranzytowych do osobnego załącznika. Nie jest to może genialny pomysł – zważywszy na to, z jakimi gangsterami mają do czynienia.

Przynajmniej sytuacja stała się jasna: żadna ze stron nie zrezygnuje pierwsza ze swoich atutów przetargowych.

Dodatkowym problemem jest fakt, że Teheran otworzył drugi front – tym razem przeciwko własnemu negocjatorowi. Irańscy parlamentarzyści złożyli wniosek o impeachment ministra spraw zagranicznych Aragchiego, zarzucając mu prowadzenie rozmów z przedstawicielami USA bez stosownego upoważnienia.

W odpowiedzi na krytykę zarzucającą Aragchiemu brak zgody Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), wysoki rangą irański urzędnik oświadczył, że delegacja posiadała „pełne pełnomocnictwa”.

Odzwierciedla to poważną debatę wewnętrzną między reformatorami a twardogłowymi z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Pytanie nie brzmi już tylko, co Iran zaoferuje, ale kto w Teheranie powinien taką ofertę zatwierdzić. Nie ulega wątpliwości, że ostateczną decyzję powinien podejmować Mohsen Rezaee – sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i osobisty przedstawiciel Najwyższego Przywódcy. Każde ustępstwo dyplomatyczne będzie wymagało jego zatwierdzenia.

Podczas dwustronnego spotkania w Nowym Jorku prezydent Iranu Pezeshkian potwierdził premierowi Pakistanu Sharifowi, że wspomniane porozumienie pozostaje „w pełni akceptowalne”.

Tymczasem, równolegle do działań dyplomatycznych, doszło do eskalacji napięcia.

Bliski doradca przywódcy (Mudżtaby) potwierdził, że w razie kolejnego ataku USA konflikt może rozszerzyć się na Ocean Indyjski: „Nasze siły zbrojne… przygotowały własne plany na wypadek najgorszych scenariuszy”. Przedstawiciele irańskich kręgów wojskowych wielokrotnie powtarzają: „palec mamy na spuście”.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy ruch Ansar Allah wystrzelił sześć pocisków balistycznych w kierunku Janbu i Taif – czyli bezpośrednio w cele stanowiące saudyjską alternatywę dla szlaku transportowego przez cieśninę Ormuz. Cena ropy Brent utrzymuje się powyżej 100 dolarów za baryłkę.

Co przyniesie najbliższy weekend? Prawdopodobnie połączenie kontaktów za pośrednictwem mediatorów oraz dalszej presji gospodarczej. Miejmy jednak nadzieję, że nie dojdzie do kolejnych amerykańskich nalotów.

Biały Dom – zgodnie z przewidywaniami – forsuje propagandę, że Trump „ma wszystkie atuty w ręku” i spokojnie czeka, aż wywierana presja przyniesie skutek. Trump jednak uzależnił zawarcie ewentualnego porozumienia od wyników listopadowych wyborów uzupełniających (midterms). Oznacza to, że wyznaczono już drogę wyjścia z kryzysu, jednak nikt nie ma jednocześnie uprawnień i motywacji, by wykonać pierwszy krok w tym kierunku.

Czy amerykańskie elity władzy w ogóle chcą „konstruktywnych relacji”?

Gdyby obecna strategia zakładała stopniowe zapewnienie swobody żeglugi w cieśninie Ormuz w zamian za zniesienie blokady, byłby to ogromny krok naprzód. Biały Dom jednak uparcie hamuje te dążenia, twierdząc, że Trump nie musi negocjować i nie pozwoli sobą manipulować. To wręcz międzygalaktyczny przykład dysonansu poznawczego.

Jeśli chodzi o blokadę połączeń lotniczych, informacje o jej nieskuteczności wyciekły dokładnie tam, gdzie miało to największe znaczenie. Dane z systemów śledzenia lotów potwierdziły, że maszyna linii Mahan Air wylądowała w Kantonie, a loty do Nadżafu w Iraku odbywały się normalnie. Ze strony USA nie podjęto żadnych działań wymierzonych w chińskie lotniska czy firmy obsługi naziemnej.

W miarę rozwoju sytuacji pojawia się wiele zagrożeń. Jeśli ruch Ansar Allah całkowicie sparaliżuje terminal w Janbu, doprowadzi to do upadku jedynej dużej trasy omijającej cieśninę Ormuz; spowoduje to dalszy wzrost cen ropy Brent i podsyci i tak już słynną niecierpliwość owego socjopaty przed wyborami.

Możliwy jest też sprzeciw wewnętrzny w Iranie – na przykład decyzja Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) o wycofaniu poparcia dla negocjacji, co zamroziłoby jedyny kanał dyplomatyczny przynoszący jakiekolwiek postępy.

Istnieje też ryzyko desperackiego uderzenia administracji Trumpa w irańskie instalacje nuklearne (tzw. Pickaxe Mountain) lub irańskiego ataku wyprzedzającego w odpowiedzi na ruchy uznane za przygotowania do agresji, co całkowicie i katastrofalnie zniszczyłoby kanał dyplomatyczny.

Wróćmy jednak do relacji Trump–Xi. Lista gości zaproszonych na uroczystą kolację robiła wrażenie: w jednej sali zgromadzono przedstawicieli firm stanowiących trzon amerykańskiej gospodarki. Byli tam Elon Musk, Jensen Huang, Mark Zuckerberg, Tim Cook, Jeff Bezos, Sundar Pichai, Jamie Dimon i Larry Fink, a także trzech sędziów Sądu Najwyższego, szef Rezerwy Federalnej oraz połowa składu rządu. Przy głównym stole, ramię w ramię z obydwoma prezydentami, zasiedli przedstawiciele Elona Muska, Nvidii i Apple’a.

Chiny opublikowały oficjalny komunikat prasowy na temat trzygodzinnego spotkania Xi i Trumpa w Białym Domu. W chwili pisania tego tekstu brak wieści ze strony USA.

Xi de facto nakreślił ramy tego, jak Chiny i USA powinny ze sobą rywalizować w duchu obopólnych korzyści („win-win”). Kwestie handlowe: współpraca. Sztuczna inteligencja: rywalizacja, ale i współpraca. Tajwan: poszanowanie czerwonych linii.

Wszystko to razem składa się na to, co Xi – oraz kierownictwo w Pekinie – rozumie przez „konstruktywne relacje oparte na stabilności strategicznej”.

Fundamentem powinny być równość i wzajemny szacunek. Wówczas obopólne korzyści nabierają konkretnego wymiaru. Czy amerykańskie elity rządzące – przy czym Trump to tylko hochsztapler, podrzędny posłaniec – zdecydują się na taki krok? Nikt nie robi sobie w tej kwestii wielkich nadziei.

Pepe Escobar

UNZ

====================================================================

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *