Węgierskie rapsodie

Żonobijca, insider trading, imprezowicz i narkoman. To tylko niektóre z określeń nieobecnych na plakatach wyborczych niedawno wybranego premiera Węgier. Peter Magyar należy do nowego pokolenia pretensjonalnych kandydatów politycznych, którzy pozornie ukrywają się pod pretekstem kampanii oszczerstw i zniesławiania, podczas gdy w rzeczywistości dopuścili się pewnych wykroczeń. Współcześni wyborcy ignorują teraz osobiste wady swoich politycznych wybawców, ale o ile życie prywatne Magyara to opera mydlana, którą warto zignorować, jego życie zawodowe jest niewiele lepsze. Magyar pracował pod rządami Viktora Orbána przez 14 lat, zanim wplątał się w opozycję i zyskał błogosławieństwo zachodniego establishmentu. W ten sposób dwie bardzo różne frakcje uważają, że działa on w ich interesie: neoliberałowie w Brukseli i centroprawicowi reformatorzy-populiści na Węgrzech. Magyar, podobnie jak jego tańczący minister zdrowia, jest śliskim klientem.

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę u Petera Magyara, jest to, że jego nazwisko jest etnonimem – zwyczaj, do którego jesteśmy bardziej przyzwyczajeni w przypadku takich osób jak Mark Cuban, Zach Polansky, David Deutsch, Rosa Luxembourg, Anne Frank i Frank Litvak. Moi węgierscy przyjaciele zapewniają mnie, że w przypadku Petera Magyara jego etykieta jest organiczna, a nie koszerna. Rzeczywiście, Magyar podjął sprawę palestyńską, co stanowi prawdopodobnie największe odejście od doktryny Orbána, drugim zaś zwrot o 180 stopni w stronę Ukrainy. Co najważniejsze, Magyar zobowiązał się do kontynuowania twardej linii Węgier w kwestii imigracji, a nawet do repatriacji pracowników gościnnych. Nic więc dziwnego, że ten pakiet programów okazał się popularny w kraju, w którym praktycznie nie ma żadnej istotnej partii lewicowej. Radość na ulicach Budapesztu wydawała się nieco przesadzona, ale zauważyłem, że takie chwile taniej euforii politycznej wybuchają zwykle w krajach, których drużyny piłkarskie nie są zbyt dobre. Poza tym niektórzy z nich uważają, że właśnie w głosowaniu miażdżącą większością głosów pozbyli się dyktatury Orbana.

Gdyby nie umiarkowane podejście polityczne na przestrzeni wielu lat, Viktora Orbana, Węgry nie byłyby tak widoczne i nie miały takiego znaczenia na arenie międzynarodowej, jakich brakuje sąsiadom. Orbán to człowiek, który twardo obstawał przy geopolitycznym realizmie i suwerenności narodowej – sprzeciwiając się kwotom migracyjnym, organizacjom pozarządowym Sorosa i walucie strefy euro. Ceną za zapewnienie bezpieczeństwa Węgrom była, jak wiadomo, grzywna w wysokości miliona euro dziennie, płatna Brukseli. Zastrzeżenia do rządów Orbána, dość ogólnikowe i przesadzone, dotyczyły sukcesu finansowego różnych pobocznych przedsięwzięć prowadzonych przez niego i jego dalszą rodzinę. Oskarżenia o konsolidację mediów, wymiaru sprawiedliwości i innych instytucji wśród sojuszników politycznych i przyjaznych elit mogą być równie dobrze obelgą dla szerokiej, patriotycznej koalicji, z oczekiwaną uległością oportunistycznych graczy systemowych. Istnieją o wiele gorsze kliki, które mogą zarządzać mediami. Jeśli Viktor Orbán reprezentuje podejrzane, mroczne oblicze państwa węgierskiego, to Peter Magyar reprezentuje jego wnętrzności.

Zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu rządów, Peter Magyar, jego sztandarowy problem twardych granic został całkowicie podważony przez wejście w życie Paktu Migracyjnego UE. Orbán wcześniej blokował jego wdrożenie, ale promieniejąca von der Leyen w Brukseli w zeszłym miesiącu opowiedziała, kto wygrał w tej długotrwałej sadze. Niektóre fundusze UE zostały już odmrożone, co sprawiło, że Peter Magyar uważa się za mistrzowskiego negocjatora. Jednak Węgry muszą liczyć się z napływem dużej liczby migrantów z innych krajów UE w przyszłości. Tysiące ludzi już protestowało i nazwało Petera Magyara zdrajcą. Jego reakcją było wygodne obserwowanie sytuacji z balkonu, tak jak robił to Ceausescu.

Magyar również sprzedał weto w sprawie przystąpienia Ukrainy do UE, świętując to jako mistrzowskie posunięcie negocjacyjne, którego Orbán rzekomo nie był w stanie osiągnąć przez lata, zamiast zrozumieć ważniejszą zasadę, która w tym przypadku wchodzi w grę. Umowa Magyara zapewniła Węgrom z zachodniej Ukrainy większe prawa mniejszości – dokładnie to, czego pozbawiono mniejszość rosyjską na Ukrainie. Tymczasem Magyar zobowiązał się do zwiększenia wydatków na obronę z 2% PKB do 5% do 2035 roku i do wprowadzenia euro do 2030 roku. Jak na kogoś o reputacji kobieciarza, wygląda na to, że od 9 do 17 myśli tylko o von der Leyen.

Viktor Orbán – który przez 20 lat rządów miał stosunkowo niewiele skandali – był wobec Magyara raczej wyrozumiały w trakcie kampanii wyborczej, skupiając się na polityce zamiast na tabloidowych kontrowersjach. Być może lepiej byłoby, gdyby posłuchał ponadczasowej mądrości Plutarcha i człowieka, który nie nadaje się do rządzenia krajem, jeśli nie potrafi rządzić własnym domem. Magyar jest oczerniany i zniesławiany przez tych, którzy znają go najlepiej, takich jak jego była żona Judit Varga, była minister sprawiedliwości. Twierdzi ona, że Magyar był agresywny, wymachiwał nożami w domu, potajemnie nagrywał ją naszyjnikiem szpiegowskim, a kiedyś sfingował samobójstwo, zanim odjechał w piżamie, gdy przyjechała karetka. Trzeba przyznać, że para z trójką dzieci pozostała razem dłużej niż to naturalne, zdrowe relacje, ponieważ działacze partyjni poprosili ich, aby poczekali z rozwodem do wyborów w 2022 roku. Mówią, że polityka tworzy dziwne, ale czasem też znajome pary. Sytuacja Magyara pogorszyła się jeszcze bardziej, gdy ostatnia jego była żona, Evelin Vogel, potwierdziła ten profil i nagrała, jak przyznał się do handlu poufnymi informacjami. Niedawno Magyar ukradł telefon mężczyźnie podczas pijackiej awantury w klubie nocnym.

Brawura, z której słynie Magyar za zamkniętymi drzwiami, czasami ujawnia się w patriotycznej postawie i gadce, znanej wśród środkowoeuropejskich szowinistów: irredentystycznych gwizdkach. Niedawno opisał Węgry jako „prawdopodobnie jedyny kraj na świecie, który graniczy sam ze sobą”, a Słowację nazwał „Górnymi Węgrami”. Czasami węgierscy nacjonaliści roszczą sobie nawet prawa do chorwackiego miasta portowego Rijeka, do którego roszczenia zgłaszają również włoscy nacjonaliści, tacy jak Giorgia Meloni. Gdyby udało się sfabrykować ziemię, by zaspokoić wszystkie roszczenia europejskich irredentystów, Europa byłaby drugim co do wielkości kontynentem, a nie drugim najmniejszym.

Inną quasi-nacjonalistyczną inicjatywą, którą rozważa Magyar, jest Grupa Wyszehradzka (V4) – wielopaństwowy blok obejmujący Polskę, Czechy, Węgry i Słowację. Magyar chce włączyć do niego Austrię, a być może Słowenię lub Chorwację, aby uczynić ją mniej orbanowską i zyskać uznanie. Sojusz V6 może być motorem napędowym, który pozwoli temu politycznie ospałemu regionowi uzyskać większe wpływy i autonomię wykraczającą poza wewnętrzne kwestie infrastruktury i egzekwowania granic. Głównym problemem jest jednak to, że zasady głosowania w UE uwzględniają liczbę ludności, co oznacza, że ​​nawet V6 i tak nie osiągnęłoby 35% wymaganych dla mniejszości blokującej.

Niezdolność do przewidzenia niekończących się tarć Europy Środkowej z Brukselą jest wielkim niedopatrzeniem Orbána, a w mniejszym stopniu także Polaków. Zamiast liczyć na to, że pewnego dnia uda się zreformować UE z peryferii, oczywistym rozwiązaniem było po prostu oderwanie się i utworzenie własnej unii. Ostatnim człowiekiem, który zjednoczył wszystkie te kraje, był Attyla Hun w V wieku, więc byłoby nieco poetyckie, gdyby Magyar ponownie objął przywództwo. Współczesne państwo wyszehradzkie jest jednak blokiem o dość rozbudowanej strukturze, dzięki rodzącej się potędze Polski. Jego kulturalna i duchowa stolica, Kraków, idealnie pasowałby do alternatywnej Brukseli, niestety Polska najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy ze swojej dominacji i tkwi w starym sposobie myślenia o poszukiwaniu uznania u moralnych podwładnych na Zachodzie. Winston Churchill słynie z tego, że nazwał Polskę „chciwą hieną” za odebranie Czechosłowacji małego skrawka ziemi po układzie monachijskim, ale ostatecznie to Polska śmiała się ostatnia: żaden z jej powojennych sąsiadów nie przetrwał 1989 roku, a Wielka Brytania również może niedługo przestać istnieć.*

UE pragnie obecnie, by Polska i jej podwładni stali się taranem przeciwko Rosji. Friedrich Merz przewodzi w tym obsesyjnym dążeniu do przedłużenia i rozszerzenia słowiańskiej rzezi na Wschodzie – albo z pobudek masochistycznych, albo w ramach nowego Generalnego Planu Wschodniego (w zależności od tego, jakie pochodzenie uważa za swoje). Bankructwa przedsiębiorstw w Niemczech osiągnęły obecnie najwyższy poziom od 20 lat, a producenci samochodów są szczególnie miażdżeni przez chińską konkurencję. Przejście na gospodarkę wojenną i masową produkcję czołgów dostało zielone światło.

Wojna i śmierć leżą u podstaw wszystkiego, co robi obecnie UE. Aktualnym trendem w polityce społecznej jest wdrażanie przepisów o wspomaganym samobójstwie, być może jeden z niewielu skutków, z których Keir Starmer i Emmanuel Macron zostaną zapamiętani po odejściu ze stanowisk. I nie kto inny powinien wspierać program eutanazji, jak nie nowy premier Węgier, który niedawno mianował prawniczkę, Judit Zeller, do wspierania programu w węgierskim Ministerstwie Spraw Społecznych i Rodziny? Ta chorobliwa klasa polityczna niczym nie różni się od okultystów i zwolenników Kalergii, którzy dawno temu stworzyli koncepcję UE. Ludzie powiedzą, że to zbieg okoliczności, ale formalne ustanowienie Unii Europejskiej nastąpiło 1 listopada 1993 roku – który według niektórych interpretacji jest Dniem Zmarłych.

Śmierć znaczącej tożsamości europejskiej to kolejny cel zgodny z nihilistycznym credo. To, co zaczęło się od paneuropejskiego uniwersalizmu, mającego na celu zniwelowanie rodzimych tożsamości, skończyło się najeźdźcami ustawiającymi się w kolejkach przed urzędami państwowymi, aby uzyskać dokumenty pobytowe w UE, jak widać w filmie „Hiszpania” Pedra Sancheza. Oczekuje się, że kolejne 3 miliony osób przybędą do Hiszpanii na mocy przepisów o łączeniu rodzin. Na Łotwie nowy centrolewicowy rząd sprowadza bezprecedensową liczbę migrantów: 3,5% z 1,8-milionowej populacji kraju w ciągu jednego roku. W ten sposób nekropolityczna apatia zachodniego liberalizmu posuwa się na wschód – patologia, którą Aleksandr Dugin nazywa okcydentalozą. Lekcje ekspansji Cesarstwa Rzymskiego w schyłkowym okresie wydają się być niezauważone przez komisarzy UE, którzy oczyszczają pozostałe bałkańskie zacofane tereny i planują państwa wokół Morza Czarnego. Nawet europejskie centrum kulturalne – konkurs piosenki pełen ideologicznego kiczu i syntetycznej przesady – stał się terytorialnie rozwiązły do tego stopnia, że w 2027 roku zaproszono Australię i Kanadę. Być może pewnego dnia wszyscy członkowie sojuszu Five Eyes wezmą w nim udział i nazwa Eurowizja zacznie mieć sens.

Pierwszym prawdziwym bastionem na Wschodzie w walce z neoliberalizmem jest świat turecki, o czym Viktor Orbán nie zapomniał podczas swojej kadencji. Kraje tureckie słyną z despotycznego usposobienia i korupcji, ale niosą ze sobą pewne korzyści, takie jak konserwatyzm społeczny i tradycyjne wartości. W związku z tym Orbán dążył do zacieśnienia więzi, a nawet uczynił Węgry państwem obserwatorem w Organizacji Państw Tureckich (OTS). Na szczycie w Kirgistanie, Orbán, nazwał węgierskie „tureckie korzenie” „potomkami Attyli”. W 2023 roku nazwał prezydenta Erdogana „drogim bratem” – czego podobnie nie uczynił wobec swoim przyjaciół, jakim jest Trump czy Netanjahu. Tak bliskiej relacji między tymi krajami nie było od czasu romansu Zsa Zsa Gabor z Kemalem Atatürkiem w 1937 roku.

Przygody ałtajskiego pokrewieństwia nie wróżyły Europejczykom dobrze, jak wie każdy historyk. Sam Konstantynopol upadł z powodu spektakularnego, nowego typu armaty, opracowanej przez pomysłowego, lecz pozbawionego skrupułów eksperta od balistyki z Węgier. Jak nazywał się ten piętnastowieczny cień króla, który prowadził interesy z Osmanami? Orbán – nazwisko, które najwyraźniej miało odegrać rolę w stosunkach dyplomatycznych. Obecnie na Węgrzech jest trzech wysoko postawionych polityków noszących nazwisko Orbán, w tym nowa wicepremier Anita Orbán, ale żadne z nich nie jest spokrewnione z drugim.

Węgrzy to wyjątkowy naród, co udowodnili daleko poza granicami swojej pasterskiej ojczyzny. Można by rzec, że jest coś w wodzie Morza Panońskiego, które wyschło miliony lat temu, pozostawiając Wielką Nizinę Węgierską jako upragnione królestwo, o które rywalizować mogą tylko najsilniejsze rasy. W tym karpackim tyglu gniło wiele plemion indoeuropejskich, a wywar ten został doprawiony dodatkiem plemion ałtajskich, podążających za Eurazjatyckim Stepem do jego naturalnego lądowiska.

Dowody empiryczne mówią same za siebie: Węgry zdobyły więcej złotych medali olimpijskich na mieszkańca niż jakikolwiek inny kraj (z wyłączeniem mikropaństw). Przewaga ta jest prawdopodobnie równie wyraźna, jeśli chodzi o zdolności poznawcze. Największy szachista wszech czasów (Bobby Fischer) był w połowie Węgrem, podobnie jak najlepsza szachistka (Judit Polgar, której nazwisko wskazuje na tureckie pochodzenie bułgarskie). Najlepszy pokerzysta w epoce przednowoczesnej (Stu Ungar) był Węgrem po obu stronach, podobnie jak człowiek, którego Einstein nazwał mądrzejszym od niego (John von Neumann). Do innych cudownych dzieci należą wynalazcy Laszlo Biro, Erno Rubik i Edward Teller, a także trader i filozof, George Soros.

Sztuka to dziedzina, w której węgierski geniusz przyjmuje mroczniejszą stronę, lub przynajmniej wykazuje niezdrową sympatię do dziwactw i ekscentryzmu. Muzyk lat 30. Rezso Seress zasłużył na wyróżnienie za skomponowanie Gloomy Sunday — utworu tak melancholijnego, że łączono go z wieloma samobójstwami i został zakazany przez stacje radiowe. Nawet słynny węgierski kompozytor, Franz Liszt, tworzył muzykę, która polaryzowała zachodnie uszy, tak że Eduard Hanslick powiedział o jego Sonacie fortepianowej B: „Każdy, kto ją usłyszał i uznał za piękną, jest poza wszelką pomocą”. Gene Simmons, który w zespole rockowym KISS posługiwał się pseudonimem Demon, urodził się w Hajfie w rodzinie węgierskiej, zanim przeprowadził się do Nowego Jorku. Anegdota szeroko rozpowszechniona w latach 90. na temat tego, dlaczego członkowie KISS nosili tak jaskrawe malowanie twarzy, polegała na tym, że próbowali ukryć swoje żydowskie, włoskie i indiańskie pochodzenie.

Ameryka była krajem, w którym przedsiębiorcy mogli realizować swoje marzenia na ulicach, co uczynił urodzony w Budapeszcie iluzjonista, Harry Houdini. Jego następca, iluzjonista i seksowny uwodziciel, David Copperfield, również ma węgierskie korzenie. Prawdziwą gwiazdą czarnej magii był jednak węgierski aktor i ikona horroru, Bela Lugosi, którego transylwański rodowód idealnie nadawał się do obsadzania w złotej epoce Hollywood takich postaci jak hrabia Dracula, Tarneverro i Ygor.

Wśród elity komików Węgrzy są zdecydowanie nadreprezentowani, a to za sprawą takich sław jak Rodney Dangerfield, Jerry Seinfeld, Louis C.K., Ernie Kovacs, Robert Klein, Soupy Salas i Bill Maher. Być może byłego doradcę Trumpa, Sebastiana Gorkę, można dodać do tej listy jako nieświadomego komika, ponieważ, choć jego matka tłumaczyła dzieła Davida Irvinga na węgierski, Gorka wybrał proizraelską uległość. Gorka kiedyś na spotkaniu CPAC powiedział dowcipnie w formie ostrzeżenia skierowanego do uczestników, że Demokraci „chcą wam odebrać hamburgery!”.

Starożytni Hunowie, jak wiemy z pism Ammianusa Marcellinusa, spożywali swoje kotlety na surowo, jedynie lekko rozgrzewając mięso, umieszczając je „między udami a grzbietami koni”. Ale w czasach swojej świetności to oni dyktowali warunki daniny Niemcom i plądrowali miasta aż po Moguncję, Reims i Orlean. Dość powiedzieć, że nie mieliby zbytniego szacunku dla służalczości Węgra wobec Urszuli von der Leyen i Brukseli. Nie da się usiąść na dwóch krzesłach (ani jeździć w dwóch siodłach), a jednak właśnie to próbował zrobić. Jedyną lekcją płynącą z administracji Orbána jest to, że nie da się pogodzić prounijnego poparcia dla Węgier w kwestii suwerenności demograficznej. Magyar i jego zwolennicy mogą uważać go za mistrza, ale dyktaty UE nadejdą wkrótce i równie dobrze mogą zostać spławione Dunajem z jego niemieckich źródeł i peryferii Strasburga. Węgry mogłyby ponownie stać się kokpitem Europy Wschodniej, jak zwykli nazywać je historycy, zamiast tego jednak wybrały nurt i stały się kolejną posłuszną żółtą gwiazdą na morzu wielu innych.

Thomas Zaja

Unz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *