Uciekając się do morderstwa: Za Trumpa odpowiedzialność nie kończy się nigdzie

Pentagon, który wydał miliardy dolarów i wyczerpał kluczowe zapasy amunicji, zaczyna mieć coraz mniej pieniędzy.

Nasze pieniądze.

Według „Washington Post”, Pentagon stoi w obliczu pilnego deficytu budżetowego, spowodowanego głównie wojną z Iranem, a niektóre kluczowe konta finansowe mają się wyczerpać w ciągu kilku tygodni. Szkolenia, utrzymanie i inne priorytety wojskowe są podobno ograniczane, ponieważ rząd walczy o utrzymanie eskalującego konfliktu pod rządami Trumpa.

Rząd po raz kolejny zwraca się do Amerykanów o pomoc finansowaną z podatków – tym razem w wysokości 67 miliardów dolarów.

Awaryjne zastrzyki w wysokości 67 miliardów dolarów to nie koniec jego możliwości.

Budżet Trumpa na rok fiskalny 2027 przewiduje bezprecedensowe 1,5 biliona dolarów wydatków na obronę narodową – oszałamiający wzrost, który oznaczałby wpompowanie jeszcze większych pieniędzy w aparat wojskowy, który nie potrafi uczciwie rozliczyć się z kosztów trwającej wojny, utrzymać dotychczasowych priorytetów ani powstrzymać się od zwracania się do podatników po kolejną pomoc finansową.

Problemem nie jest po prostu to, ile pochłania machina wojenna. Chodzi o to, jak mało odpowiedzialności towarzyszy tym wydatkom.

Rząd może rozpętać wojnę, wyczerpać zasoby wojskowe, ukryć pełne koszty i zwrócić się do Kongresu po kolejne miliardy, bez konieczności przyznania się do błędu, zmiany kursu ani ponoszenia odpowiedzialności za zabitych żołnierzy.

To staje się powszechnym schematem za czasów Donalda Trumpa.

On podejmuje decyzje – inni ponoszą konsekwencje.

On rozpętuje wojnę – żołnierze ponoszą ofiary, a podatnicy dziedziczą rachunek.

Wojna z Iranem to nie tylko kolejny przykład marnotrawstwa rządowego, choć koszty są już oszałamiające. Szacuje się, że wojna kosztowała już od 80 do 100 miliardów dolarów, nie licząc jej długoterminowych skutków ekonomicznych, przyszłych wydatków na weteranów ani kosztów naprawy uszkodzonych baz wojskowych. Analitycy szacują, że szersze straty dla amerykańskich gospodarstw domowych mogą ostatecznie sięgnąć nawet 1000 dolarów na gospodarstwo domowe.

Jednak prawdziwych kosztów nie da się zmierzyć tylko w dolarach.

Amerykańscy żołnierze giną w wojnie, którą Trump rozpoczął bez znaczącej autoryzacji Kongresu, bez wiarygodnego planu jej zakończenia i bez rzetelnego rozliczenia kosztów.

Pentagon wyczerpuje środki z programów szkoleniowych, konserwacyjnych i zbrojeniowych, aby podtrzymać konflikt. Kongres jest proszony o dostarczenie kolejnych miliardów. A Amerykanie – już zmagający się z ciężarem długu, inflacji i niepewności gospodarczej – mają zapłacić bez wahania.

To jest rząd bez odpowiedzialności.

Kiedy decyzje Trumpa kosztują życie Amerykanów, wyczerpują zapasy wojskowe i pochłaniają miliardy dolarów podatników, rachunek nigdy nie trafia do niego. My otrzymujemy, podczas gdy Trump pozostaje wyraźnie odizolowany od ludzkich i finansowych konsekwencji swoich decyzji.

Tej izolacji od konsekwencji towarzyszy dumna manifestacja przechwałek i brawury, która uchodzi za przywództwo w administracji Trumpa.

Weźmy Pete’a Hegsetha, samozwańczego „sekretarza wojny”, który przemawia mniej jak cywil, któremu powierzono poważną odpowiedzialność za wojnę i pokój, a ogrywa rolę jak postać rodem z filmu akcji rzucająca groźbę.

„Jeśli zabijesz Amerykanów, będziemy cię ścigać” – ostrzegł Hegseth.

Administracja Trumpa potraktowała tę groźbę jako deklarację narodowej determinacji: każdy, kto zabije Amerykanina, będzie ścigany i będzie musiał za to zapłacić.

Chyba że Amerykanie zostaną zabici przez własny rząd.

Chyba, że są żołnierzami wysłanymi na śmierć w wojnie prewencyjnej, którą prezydent rozpoczął bez upoważnienia konstytucyjnego i której najwyraźniej nie może zakończyć.

Chyba, że zostaną zastrzeleni przez agentów imigracyjnych lub policjantów, którzy są uczeni, by traktować strach, opór i samą obecność broni jako pozwolenie na zabijanie.

Chyba, że umrą w areszcie rządowym.

Chyba, że staną się ofiarami zabezpieczeń zdrowia publicznego osłabionych przez masowe zwolnienia, cięcia budżetowe, ingerencje polityczne i niekompetencję administracji.

W takich przypadkach nikt nie jest ścigany, nikt u władzy nie jest zmuszany do zapłaty i nikt nie ponosi odpowiedzialności.

To podwójny standard, który uchodzi za sprawiedliwość w amerykańskim państwie policyjnym.

Przez dziesięciolecia prezydenci obu partii rozszerzali władzę wykonawczą, zrzekali się konstytucyjnych kontroli, chronili przedstawicieli rządu przed realną odpowiedzialnością i utwierdzali opinię publiczną w przekonaniu, że przemoc ze strony władzy jest nieuniknioną ceną bezpieczeństwa.

Trump odziedziczył ten mechanizm.

Przejął również jego najbardziej śmiercionośne uprawnienia, przyspieszył nadużycia i uczynił z wyeliminowania swojej odpowiedzialności przed kimkolwiek główną zasadę.

Wojna z Iranem jest jedynie najnowszym – i najbardziej widocznym – tego przykładem.

Amerykańscy żołnierze giną w wojnie, która nie czyni Ameryki bezpieczniejszą, niezależnie od tego, co twierdzi Trump.

W wojnie zginęło podobno siedemnastu amerykańskich żołnierzy, a ponad 400 zostało rannych. Zamiast traktować te zgony jako dowód straszliwych kosztów i strategicznych porażek swojej wojny, Trump wykorzystał je do uzasadnienia dalszej eskalacji, ostrzegając, że Iran „zapłaci wielokrotnie” za każde stracone życie Amerykanów.

A jednak wojna z Iranem to tylko jeden z frontów długotrwałej wojny rządu z odpowiedzialnością.

Ta sama kultura bezkarności, która chroni prezydentów przed odpowiedzialnością za niekonstytucyjne wojny, chroni również agentów rządowych przed istotną kontrolą, gdy naloty, zatrzymania i użycie siły skutkują obrażeniami lub śmiercią.

Trump nie stworzył tego systemu.

Militarycja policji, immunitet kwalifikowany, agresywne egzekwowanie prawa przez władze federalne i samoobrona instytucjonalna były mocno zakorzenione na długo przed jego powrotem na urząd prezydenta.

Trump jedynie nasilił te tendencje, zniósł ograniczenia, nagradzał agresję i traktował żądania odpowiedzialności jako ataki na same organy ścigania.

Schemat jest taki sam, niezależnie od tego, czy szkoda ma miejsce na polu bitwy, podczas nalotu imigracyjnego, w starciu z policją, czy w wyniku zaniedbań instytucji odpowiedzialnej za ochronę społeczeństwa.

Nazwy i partie polityczne się zmieniają. Mechanizm bezkarności pozostaje.

Trump wyróżnia się nie tym, że stworzył ten mechanizm, ale bezczelnością, z jaką go wykorzystuje. Nadzór traktuje jako utrudnianie, krytykę jako nielojalność, ograniczenia konstytucyjne jako niedogodności, a urząd publiczny jako narzędzie prywatnej władzy i zysku.

Za Trumpa odpowiedzialność nie kończy się na niczym.

Nikt u władzy nie płaci osobistej ceny. Nikt nie przyznaje się do winy. Nikt nie rezygnuje. Nikt nie jest ścigany. Nikt nie ponosi odpowiedzialności.

Podobnie jest w amerykańskim państwie policyjnym, bowiem ci u władzy są chronieni. Ci, którzy nie posiadają władzy, ponoszą konsekwencje.

A mechanizm rządowy działa bez odpowiedzialności.

Jak jasno wyjaśniam w mojej książce „Battlefield America: The War on the American People” i jej fikcyjnym odpowiedniku „The Erik Blair Diaries”, w sposób jakim uchodzi na sucho z morderstw popełnionych przez amerykańskie państwo policyjne.

John W. i Nisha Whitehead

Ron Paul Institute

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *