Elity establishmentu, które podnoszą larum z powodu wpisów Bo Frencha na Twitterze, to te same osoby, które nadzorowały przerażającą transformację demograficzną Teksasu.

Bo French rozpoczął tydzień przypadający na 13 września, uznając uroczystość na Uniwersytecie Teksaskim (UT) za dowód na to, że Ameryka została już utracona. Kandydat Republikanów do Teksańskiej Komisji Kolejowej (Texas Railroad Commission) udostępnił zdjęcie osób pochodzących z Azji Południowej i napisał: „Słyszałem, że tegoroczne rozdanie dyplomów na UT tak właśnie wyglądało. Nie chciałem w to uwierzyć. Problem jest teraz ewidentnie znacznie poważniejszy, niż ktokolwiek przypuszczał”. Następnie opublikował kolejny wpis: „Tak jak kamery nasobne ujawniły przestępców, tak media społecznościowe obnażają skalę wypierania Amerykanów przez obcokrajowców. Zjawisko to jest wszechobecne i znacznie gorsze, niż ktokolwiek z nas mógłby sobie wyobrazić”.
Jako absolwenta UT Austin, komentarze Frencha utwierdziły mnie w przekonaniu o istnieniu trendu obejmującego cały stan – zjawiska, które obserwowałem od czasów dzieciństwa spędzonego na zamożnym przedmieściu północnego Dallas aż po ukończenie studiów na UT w 2013 roku. Mowa o transformacji demograficznej stanu – zmianie, która w ciągu ostatniej dekady jeszcze bardziej przyspieszyła.
Zmiany demograficzne na UT Austin są bardzo wyraźne. Gazeta „The Daily Texan”, powołując się na analizę „New York Timesa”, doniosła, że odsetek białych studentów na tej uczelni spadł z 87 procent w 1980 roku do 44 procent w roku 2015. Według aktualnych danych zebranych przez serwis Data USA, biali studenci stanowią około 31,5 procent ogółu, studenci pochodzenia latynoskiego (Hispanic lub Latino) – około 25,5 procent, a studenci pochodzenia azjatyckiego – około 22,4 procent. Jak podał „The Texas Tribune”, w latach akademickich 2025–2026 studenci zagraniczni stanowili około 4 procent osób na studiach licencjackich.
Ten sam schemat obserwuje się w całym stanie. Socjolog Dudley L. Poston z uniwersytetu Texas A&M zauważył, że Latynosi stali się najliczniejszą grupą mieszkańców Teksasu (40,2 procent), wyprzedzając białych mieszkańców niebędących Latynosami (39,4 procent). Według organizacji Texas Politics Project, jeszcze w 1990 roku ta ostatnia grupa stanowiła 60,6 procent populacji stanu. Texas Demographic Center wykazał, że mniejszości etniczne odpowiadały za 95,3% wzrostu populacji stanu – wynoszącego blisko 4 miliony osób – w latach 2010–2020, podczas gdy udział białych mieszkańców niebędących Latynosami wyniósł 4,7%. Bush Center przytacza prognozy dotyczące Teksasu w 2050 roku, według których Latynosi będą stanowić 42,7% populacji, a odsetek białych mieszkańców niebędących Latynosami spadnie do 28,6%.
Na środku zdjęcia opublikowanego przez Frencha widnieją Teksańczycy pochodzenia indyjskiego. Według szacunków Pew Research Center w Teksasie mieszka obecnie około 570 tysięcy Amerykanów pochodzenia indyjskiego – to druga co do wielkości populacja tej grupy w USA, zaraz po Kalifornii. Wzrost ten był następstwem ustaw imigracyjnych z lat 1965 i 1990 (ta druga wprowadziła nowoczesny system wiz H-1B); przepisy te umożliwiły pracodawcom z Austin, Dallas i Houston sprowadzanie znacznych zasobów taniej siły roboczej z Azji Południowej. Warto jednak zaznaczyć jedno: autor tego tekstu – podobnie jak wielu innych niezadowolonych Teksańczyków – może uważać te liczby za znacznie zaniżone w stosunku do rzeczywistej skali zmian demograficznych, biorąc pod uwagę, jak bardzo wiele teksańskich przedmieść zostało w ciągu ostatnich dwóch dekad przekształconych przez napływ ludności z Azji Południowej.
French nie wspomina jednak o tym, że to jego partia sprawowała władzę w okresie, w którym w stanie zachodziło zjawisko „wielkiej wymiany” (ang. *Great Replacement*), i nie zrobiła praktycznie nic, by je powstrzymać. Z danych serwisu Ballotpedia wynika, że Republikanie nieprzerwanie od 2003 do 2025 roku sprawują w Teksasie pełnię władzy ustawodawczej i wykonawczej (tzw. *trifecta*). Po 2010 roku partia ta zdobyła 101 ze 150 miejsc w Izbie Reprezentantów stanu. Stanowisko w Komisji Kolejowej (Railroad Commission), o które ubiega się French, wiąże się z pracą w trzyosobowym organie regulującym sektor ropy i gazu – a nie kolejnictwo. Komisja ta nie ustala limitów wizowych ani nie uchwala środków ograniczających imigrację.
W miarę zbliżania się dnia wyborów kandydat może odwoływać się do wyeksploatowanej już „strategii południowej” (ang. *Southern Strategy*) i podsycać napięcia na tle rasowym, by zmobilizować białych wyborców. Jednak z zajmowanego stanowiska nie będzie w stanie w istotny sposób ograniczyć imigracji. Jego kontrkandydatem jest Jon E. Rosenthal – inżynier mechanik pochodzenia żydowskiego, który od stycznia 2019 roku zasiada w Izbie Reprezentantów Teksasu jako przedstawiciel okręgu nr 135.
Magazyn „The Humanist” opisał go jako agnostyka i osobę „wieloreligijną”; Rosenthal wychował się w rodzinie żydowskiego ojca i chrześcijańskiej matki, a zawodowo przez ponad dwie dekady był związany z branżą ropy i gazu. Jako czternastolatek przez rok mieszkał w Izraelu – w czasie gdy jego ojciec wykładał na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie – i nauczył się wówczas swobodnie posługiwać językiem hebrajskim. Jak donosił „The Forward”, później złożył przysięgę poselską na Torze, którą otrzymał w prezencie z okazji swojej bar micwy.
Wykorzystując zmianę nastrojów po 7 października – która pozwoliła osobom publicznym na sięganie po wszelkiego rodzaju antysemickie i rasowe hasła, trafiające do niezadowolonych białych wyborców – French uderzył w pochodzenie etniczno-religijne Rosenthala, choć zrobił to w sposób nieco zawoalowany. W wiadomości e-mail służącej zbiórce funduszy (o której jako pierwszy doniósł magazyn „Texas Monthly”) rozesłał wygenerowany przez sztuczną inteligencję obraz przedstawiający Rosenthala w pomieszczeniu, w którym zamordowano rosyjską rodzinę Romanowów. W treści wiadomości stwierdzono, że Rosenthal ma „wiele wspólnego z marksistowskimi rewolucjonistami, którzy brutalnie zgładzili rodzinę Romanowów”, co stanowiło nawiązanie do nieproporcjonalnie dużej roli, jaką Żydzi odegrali w rewolucji bolszewickiej – wydarzeniu, które utorowało drogę do sowieckiego zniewolenia świata rosyjskojęzycznego.
French najwyraźniej uwspółcześnił scenariusz „strategii południowej” (Southern Strategy) na potrzeby obecnych czasów. Być może w jego sztabie znajdują się nawet przedstawiciele ruchu „groyperów”, pomagający opracowywać tak cyniczne strategie, grające na nastrojach rasowych. Kto wie.
Mimo to French, choć mówi o obcokrajowcach i „wypieraniu demograficznym”, nie przedstawia żadnego konkretnego aktu prawnego, który mogłaby przyjąć Komisja Kolejowa (Railroad Commission). Biali wyborcy stanowią trzon republikańskiego elektoratu w Teksasie, a gdy wynik wyborów jest niepewny, partia desperacko zabiega o każdy głos białych obywateli. French doskonale zna te reguły gry.
Za tą płomienną retoryką kryje się jednak typowy republikański zwolennik syjonizmu. W ankiecie dla serwisu iVoterGuide określił Izrael mianem „strategicznego sojusznika w regionie zdominowanym przez radykalnych islamistów, którzy nas nienawidzą” i chwalił się, że jako jedyny „zaproponował szczegółowe plany zacieśnienia współpracy między Komisją Kolejową a izraelskim sektorem energetycznym”. Postawa ta kontrastuje z ankietą opublikowaną przez niego w mediach społecznościowych w 2025 roku – jak donosił dziennik „The Dallas Morning News” – w której pytał obserwujących, kto stanowi „większe zagrożenie dla Ameryki”, dając do wyboru Żydów lub muzułmanów; był to ewidentny zabieg mający na celu odwołanie się do rasowych instynktów teksańskich wyborców. Zastępca gubernatora Dan Patrick zareagował słowami: „Słowa Bo Frencha nie odzwierciedlają ani moich wartości, ani wartości Partii Republikańskiej”, domagając się jednocześnie jego „natychmiastowej rezygnacji i zastąpienia inną osobą”. French odmówił. „Zawsze zdecydowanie wspierałem Izrael i nie zamierzam ustępować” – napisał w odpowiedzi.
Prosyjonistyczni miliarderzy z branży naftowej, Tim Dunn i Farris Wilks, są kluczowymi darczyńcami kampanii politycznej Frencha. Ich sieć polityczna – działająca wówczas pod nazwą Texas Freedom Fund for the Advancement of Justice – przekazała Frenchowi 225 000 dolarów i wydała kolejne 150 000 dolarów na reklamę; kwoty te stanowiły ponad połowę z 637 139 dolarów, jakie kandydat zebrał do końca lutego. Dunn przewodniczy również chrześcijańskiej radzie doradczej organizacji Israel Allies Foundation, której deklarowaną misją jest „wyposażanie w narzędzia i wzmacnianie pozycji ustawodawców wspierających Izrael”. Fundacja przypisuje mu organizację licznych wyjazdów polityków do Izraela. Ponadto French uzyskał poparcie organizacji American Jewish Conservatives – oddolnego stowarzyszenia z siedzibą w Dallas, które określa się jako „gorąco wspierające Boga, Amerykę, Izrael i Konstytucję” – w trakcie cyklu prawyborów w 2026 roku.
Zabawnym aspektem tej sytuacji jest to, jak wielki dyskomfort odczuwa Partia Republikańska w Teksasie w związku z – wydawałoby się, już wyeksploatowaną – taktyką Frencha, polegającą na podżeganiu do konfliktów na tle rasowym. Nawet dla tych pozbawionych kręgosłupa polityków jest to już przesada. Ustępujący senator John Cornyn (Republikanin z Teksasu) pytał, czy przedstawiciele partii „potępią nietolerancję i rasizm, czy też będą udawać, że ich nie widzą, podczas gdy zjawiska te stają się normą”.
Do 17 września Cornyn wykluczył możliwość oddania głosu na Frencha. „Jest on kompromitacją dla Partii Republikańskiej i przez swoje rasistowskie wypowiedzi pociągnie na dno całą listę wyborczą” – stwierdził Cornyn, cytowany przez Houston Public Media. „Być może po prostu zostawię to pole puste”. Mimo to odmówił poparcia Rosenthala.
Karl Rove, partyjny aparatczyk republikańskiego establishmentu, poszedł o krok dalej. Po tym, jak podczas prywatnego lunchu w Austin nazwał Frencha „bigotem”, na łamach „Wall Street Journal” zadeklarował poparcie dla Rosenthala – kandydata Demokratów, którego zamierzał wesprzeć dopiero po raz drugi w życiu (wcześniej uczynił to w 1994 roku w przypadku wicegubernatora Boba Bullocka). „W Partii Republikańskiej przybywa ludzi pokroju Bo Frencha – i to nie tylko w Teksasie” – napisał Rove. „W listopadzie tego roku oddam głos na zaledwie drugiego Demokratę w moim życiu”. Dodał też: „Republikańskie stajnie wymagają oczyszczenia. To dobry punkt wyjścia”.
Niezależnie od całego tego szumu, French nie wpłynie w żaden istotny sposób na kwestię ograniczenia imigracji. Urząd, o który się ubiega, ma znikomy lub żaden wpływ na zmiany w polityce imigracyjnej – która zresztą od początku pozostaje domeną władz federalnych. Jego partia sprawowała już pełnię władzy w czasie, gdy Teksas ulegał przemianom, więc trudno przypuszczać, by sytuacja miała się zmienić, jeśli w obecnym cyklu wyborczym wyborcy zdecydują się głosować wyłącznie na kandydatów Republikanów.
Patrząc na sprawę szerzej: politycy przychodzą i odchodzą, podczas gdy korporacyjni oligarchowie – główni inicjatorzy polityki masowej migracji – pozostają stałymi elementami plutokratycznej struktury stanu. Mark Cuban, jeden z najbardziej znanych teksańskich miliarderów pochodzenia żydowskiego i entuzjastyczny zwolennik masowej migracji, powiedział w 2015 roku na antenie FOX Business: „Jeśli ktoś z innego kraju zdobywa pracę, to chwała mu za to”. W marcu 2025 roku napisał: „System wiz H-1B to jakaś kpina”, argumentując, że korporacje powinny płacić 5 milionów dolarów za natychmiastowe przyznanie obywatelstwa każdemu pracownikowi zarabiającemu powyżej 500 tysięcy dolarów rocznie.
Michael Dell, prezes Dell Technologies – również pochodzenia żydowskiego – w wewnętrznej notatce z 2017 roku, cytowanej przez serwis CRN, zadeklarował: „Będziemy orędować za reformą imigracyjną wspierającą naszą firmę, klientów, pracowników oraz ich rodziny”. Dane Departamentu Pracy, opracowane przez portal MyVisaJobs, wskazują, że w roku podatkowym 2025 firma Dell USA złożyła 434 wnioski o wizy pracownicze typu H-1B, mimo że – jak donosiła stacja FOX Business – w 2023 roku przedsiębiorstwo zredukowało zatrudnienie z około 133 tys. do 97 tys. osób.
Wybór między Frenchem a Rosenthalem – czy też w przypadku jakichkolwiek innych wyborów stanowych w Teksasie – nie oferuje mieszkańcom tego stanu żadnego dobrego rozwiązania. Podżegająca retoryka kampanii wyborczej nie zmieni strukturalnych uwarunkowań, które doprowadziły do demograficznej transformacji Teksasu.
Dalsza droga jest oczywista. Jeśli nie zostanie obalony dominujący porządek judeo-kapitalistyczny, Teksas nieuchronnie ulegnie tej samej entropii co reszta kraju, stając się jedynie niespójną, rasową mieszanką, którą zorganizowane środowiska żydowskie będą mogły stosunkowo łatwo kontrolować. To współczesna Wieża Babel, nad którą pieczę sprawuje reżim żydowskich oligarchów, wykorzystujących lojalnych funkcjonariuszy z Azji Południowej do zarządzania procesem naszego zbiorowego wyparcia.
Pod każdym względem – scenariusz koszmarny.
Jose Alberto Nino
José Alberto Niño, który publikuje w internecie jako José Niño, to jest to wenezuelsko-amerykański komentator polityczny i aktywista, mieszkający w USA, związany z Fort Collins w Kolorado.
