Odyseja i daremność fałszywego uniwersalizmu kulturowego

Christopher Nolan zepsuł ponadczasowy klasyk rażącą symboliką. „Odyseja” Homera to skarb kultury Zachodu. Niewątpliwie stanowi fundament zachodniej literatury i mitologii. Epos opowiada o długiej i traumatycznej podróży Odyseusza do domu po wojnie trojańskiej. Powieść ta dała początek koncepcji „nostos” – starogreckiego słowa oznaczającego powrót do domu, od którego pochodzi słowo „nostalgia”.

Uwielbiałam tę historię, gdy przeczytałam ją po raz pierwszy jako dziecko. Podobał mi się również Odyseusz jako bohater intelektu, w przeciwieństwie do Achillesa z „Iliady”, który skupia się na sile fizycznej.

Zaledwie dwa lata temu przeczytałam tę historię ponownie z moją dziesięcioletnią córką, która była w fazie entuzjastycznego zamiłowania do mitologii greckiej.

Potrafi wyrecytować imiona i historie wszystkich greckich bogów, półbogów i herosów. Zna ich złożone relacje między sobą. Jej ulubionym bohaterem jest Perseusz.

Aby odwiedzić niektóre z dawnych miejsc z opowieści, podczas naszych letnich i jesiennych rodzinnych wyjazdów do Grecji i Turcji w 2024 roku udaliśmy się do stanowisk archeologicznych w Mykenach, Sparcie, na Kretę i do Çanakkale.

Kiedy więc „Odyseja” Christophera Nolana trafiła do kin, z niecierpliwością czekałem i poszedłem ją obejrzeć w zeszłym tygodniu po moich podróżach.

Jestem również fanem Nolana, ponieważ podobały mi się już wcześniej niektóre jego arcydzieła – wciągający „Oppenheimer”, wielowarstwowa „Incepcja” i pomysłowe „Memento”.

Film okazał się jednak wielkim rozczarowaniem. Zdjęcia są mocne, zgodnie z oczekiwaniami. Matt Damon po raz kolejny daje wiarygodny i surowy występ. Surowość to cecha, którą najbardziej cenię u ludzi.

Ale pociąg wykoleił się z powodu „niekonwencjonalnych” wyborów obsady kilku znanych postaci.

Nie mówię tu o Robercie Pattinsonie, który, nawiasem mówiąc, po amerykańsku grał antagonistę Antinousa – bardzo nieprzekonująco.

Mówię o Helenie Trojańskiej i Atenie, greckiej bogini mądrości i wojny. Dwie ważne postacie w całej historii.

Helenę, opisaną w książkach Homera jako „białoręką”, której uroda skłoniła Parysa do uwiedzenia i porwania jej, co doprowadziło do katastrofalnej wojny trojańskiej, zagrała czarnoskóra aktorka Lupita Nyong’o.

Atenę, boginię Olimpu i ulubioną córkę Zeusa, zagrała wielorasowa aktorka Zendaya o afroamerykańskich i niemiecko-szkockich korzeniach.

Te wybory obsadowe całkowicie przekreślają sposób, w jaki czytelnicy na przestrzeni tysiącleci wyobrażali sobie Helenę i Atenę.

Nolan i studio bronili przemyślanych decyzji stojących za tymi wyborami.

Argumentują, że intencją Nolana jest stworzenie wersji starożytnego eposu, w którym obsada jest „reprezentatywna dla świata”.

Ponieważ „Odyseja” to wielka, rozległa opowieść mitologiczna, a nie ścisły dokument historyczny, Nolan postanowił wyjść poza tradycyjne hollywoodzkie schematy.

Obsadzenie ciemnoskórej kobiety w roli Heleny Trojańskiej celowo podważa europocentryczne stereotypy filmowe, które historycznie przedstawiały Helenę wyłącznie jako jasną blondynkę.

Nolan odniósł się do tej koncepcji podczas trasy prasowej filmu, wyjaśniając, że jego strategia castingowa w „Odysei” równoważyła globalną reprezentację ze specyficzną techniką narracyjną: wykorzystywała obsadę do uwypuklenia podziałów strukturalnych i kulturowych.

Nolan argumentował, że obsadzając rozpoznawalną gwiazdę Hollywood, taką jak Damon, w niezwykle zróżnicowanej, międzynarodowej obsadzie, film wizualnie przedstawił podróż Odyseusza jako agresywną, kolonizującą siłę napotykającą kultury, których nie rozumie.

Mówiąc wprost, uważam, że Nolan i studio kompletnie stracili wątek.

Film powinien być kinową adaptacją klasycznego eposu, a nie politrukiem.

W bezsensownej próbie zbudowania lichego „uniwersalizmu kulturowego” poprzez „różnorodność obsady” i całkowicie ignorując pierwotną koncepcję Homera, Nolan i spółka doprowadzili symbolikę do skrajności.

Co ciekawe, ani jednej głównej postaci w filmie nie zagrała osoba pochodzenia greckiego.

To tragiczne, że współczesny Hollywood musi być antyhistoryczny, aby być „poprawnym politycznie” i uważanym za „wielokulturowy”.

Rezultatem nie jest wielokulturowość, ale raczej zniszczenie wyjątkowej różnorodności rasowej i historycznej, która czyni nasz świat kolorowym miejscem. Zupełne przeciwieństwo prawdziwej różnorodności.

To ta sama logika, którą uosabia globalizacja, a której uosobieniem jest obecność McDonald’sa i Starbucksa na każdym rogu ulicy.

Nie reprezentują one globalizacji. To sieciówki produkujące masowo, szablonowe produkty.

Kiedy widzowie idą do kina, żeby obejrzeć grecki epos, spodziewają się zobaczyć Europejczyków, najlepiej Greków.

„Wielokulturowa obsada”, stworzona jako symbol „różnorodności”, jest wyrazem braku szacunku dla publiczności i pokoleń czytelników Homera.

Obsadzenie czarnoskórej kobiety w roli Heleny i wielorasowej aktorki w roli greckiego bóstwa jest celowo nieprecyzyjne w stosunku do materiału źródłowego.

To nie jest akceptowalna swoboda twórcza, ale prowokacyjny gest braku szacunku.

Celowo sprowadza „wojny kulturowe” przebudzonych do ponadczasowego klasyka.

A jeśli ktoś nie jest życzliwy, to jest to tani chwyt marketingowy.

Wymazywanie specyfiki, postmodernistyczny nihilizm kulturowy i przetrwanie cywilizacji

Zmiana przynależności etnicznej postaci ze starożytnych europejskich eposów wymazuje specyfikę kulturową, geograficzną i historyczną mykeńskiej i archaicznej Grecji.

Kiedy społeczeństwo przestaje zachowywać specyficzne, unikalne cechy własnych, fundamentalnych historii, prowadzi to do rozpadu tożsamości kulturowej.

Globalizacja europejskich eposów poprzez stosowanie współczesnych, atlantyckich standardów różnorodności w rzeczywistości działa odwrotnie niż celebrowanie kultury.

Ujednolica historię, traktując konkretne europejskie, azjatyckie lub afrykańskie linie historyczne jako wymienne, czyste karty.

W rezultacie takie niewierne adaptacje są formą kulturowego wyczerpania przemysłu tak oderwanego od własnych korzeni, że nie jest on już w stanie pojąć piękna zasad starożytnych tekstów.

Przepisując konkretne szczegóły, takie jak opis Heleny autorstwa Homera, film przedkłada współczesne trendy polityczne nad rzeczywistość historyczną.

Takie odrzucenie tradycji i historii jest bezpośrednią przyczyną postmodernistycznego atlantyckiego nihilizmu.

Jest bezpośrednią przyczyną upadku europejskiej cywilizacji.

Przestańcie niszczyć skarby kultury

Niektóre rzeczy zasługują na historyczną wierność. A Hollywood nie ma prawa przywłaszczać sobie cudzych skarbów kultury dla własnych korzyści komercyjnych.

Jeśli Hollywood chce promować swoją markę „uniwersalizmu kulturowego”, to niech zrobi to za pomocą płytkich serii o Kapitanie Ameryce lub wyimaginowanych, pełnych przemocy seriali o fałszywych bohaterach, takich jak John Wick.

Nie eksperymentuj z klasyką jako skrajnym, rażącym ustępstwem na rzecz współczesnego multikulturalizmu.

Kasy biletowe i ostateczna hipokryzja

Obrońcy kontrowersyjnej adaptacji postaci Nolana argumentują, że skoro film zarobił 1,1 miliarda dolarów, to „wielokulturowe” podejście do obsady okazało się celebracją „różnorodności” i jednocześnie przynosiło zyski.

To błędny argument.

Po pierwsze, frekwencja mogłaby być znacznie wyższa, gdyby film pozostał wierny tradycyjnej wizji Homera.

Niezrażanie publiczności jest generalnie bezpieczniejszym sposobem na osiągnięcie lepszych wyników finansowych.

Gladiator, Ridleya Scotta czy trylogia „Władca Pierścieni”, Petera Jacksona, przychodzą na myśl jako przykłady zarówno sukcesu komercyjnego, jak i wierności historii i materiałom źródłowym.

Troja, Wolfganga Petersena, z 2004 roku, będąca siostrą „Odysei”, to kolejny przykład.

Po drugie, wybór Matta Damona do roli głównego bohatera, Odyseusza, pokazuje hipokryzję wielokulturowego symbolizmu filmu.

Damon to najpewniejszy wybór – biała, sprawdzona, dobrze prosperująca hollywoodzka gwiazda z pierwszej ligi.

Nolan i studio nigdy nie eksperymentowaliby z aktorem pochodzenia indyjskiego lub latynoskiego w tej roli, niezależnie od tego, jak bardzo taki wybór promowałby kulturowy uniwersalizm.

Można się założyć, że Hindus lub Latynos w roli Odyseusza zmiażdży box office.

Nolan i spółka wiedzą o tym i dlatego wybrali bezpieczny wybór. Czarna Helena i wielorasowa Atena, z kilkoma minutami czasu ekranowego, nie wystarczą, by zepsuć cały film.

Hollywood może postrzegać ten wielki epos jako podatną na wpływy treść, mającą na celu maksymalizację globalnej atrakcyjności i głoszenie swojej wizji kulturowego uniwersalizmu za pomocą symbolicznych gestów.

Nie ma problemu z traktowaniem unikalnego dziedzictwa cywilizacyjnego jako generycznego towaru, odzierając go z konkretnej prawdy historycznej, by stworzyć produkt pasujący do jego wizji „różnorodności”.

Jednak ryzykowanie box office i zysków finansowych przez niekonwencjonalną obsadę głównego bohatera to już przesada.

Ostatecznie głównym celem Hollywood jest służenie postmodernistycznemu konsumpcjonizmowi i generowanie ponadprzeciętnych zysków dla producentów.

Prawdziwy multikulturalizm i szacunek dla wszystkich

Prawdziwa różnorodność kulturowa opiera się na wiernym zachowaniu specyficznych korzeni, kontekstów i cech każdej cywilizacji.

Oznacza to poszanowanie różnic i zachowanie unikalnej historii odrębnych ludów.

Chronisz integralność, granice i unikalną tożsamość każdej cywilizacji, dbając o to, aby historie europejskie, azjatyckie i afrykańskie były opowiadane z poszanowaniem ich rzeczywistych korzeni.

Łączenie ich wszystkich w nowoczesny, wymienny tygiel pod płaszczykiem „uniwersalności” zaciera tożsamość cywilizacyjną, którą rzekomo celebruje.

Nolan i Hollywood nie wyświadczyli również żadnej przysługi „ubogim” rasom, włączając je do historycznie nieprawdziwego przedstawienia.

Umieszczanie aktorów kolorowych w historycznie lub tekstowo nieprawdziwych rolach europejskich to powierzchowny skrót.

Zamiast sięgać po oryginalne epopeje zakorzenione w afrykańskich, azjatyckich lub rdzennych historiach i mitologiach, aby je zekranizować wysokobudżetową produkcją, Hollywood po prostu zmienia kolor skóry istniejących europejskich bohaterów.

To korporacyjny cynizm.

Traktuje prawdę historyczną, obiektywne teksty i tradycje przodków jako całkowicie pozbawione znaczenia.

W ramach tego światopoglądu nic z przeszłości nie jest uważane za święte ani niezmienne.

Kluczowy tekst, taki jak „Odyseja” Homera, jest postrzegany nie jako historyczny artefakt, który należy zachować i szanować, ale jedynie jako surową, podatną na wpływy własność intelektualną, którą można przekształcić zgodnie z ówczesną ideologią polityczną i społeczną.

Wysoce skrupulatnie opracowana lista demograficzna w „Odysei” jedynie pozornie oddaje prawdziwą reprezentację.

Smutno patrzeć, jak wielki epos, ceniony przez pokolenia czytelników, staje się pożywką dla prymitywnych symboli kulturowych.

Jeśli masz 3 godziny do stracenia, radzę obejrzeć „2001: Odyseję kosmiczną” Stanleya Kubricka, w którym występują wyłącznie biali i niemal wyłącznie mężczyźni.

Hua Bin

Unz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *