Kto zostaje zwolniony, gdy Murzyn i Żyd są winni oszustw akademickich i defraudacji?

Prawie wszyscy w świecie dziennikarskim wciąż próbują ogarnąć aferę z Jasonem Ardayem. Tymczasem wiele mediów – w tym Fox News, BBC, The New York Times, The Telegraph, The Atlantic, The Daily Mail i inne – wykorzystało okazję, by przedstawić własną „analizę” sytuacji. Problem nie polega na tym, że te media powinny powstrzymać się od relacjonowania jej. Bardziej fundamentalnym problemem jest uderzająca niespójność, z jaką wiele z nich podchodzi do podobnych kontrowersji, gdy w grę wchodzi postać żydowska. W takich przypadkach te same media często wydają się traktować sprawę ze znacznie mniejszym entuzjazmem, analizą i uwagą.

Potraktujmy to powoli. Zacznijmy od niepokojącego przypadku Normana Finkelsteina, który udowodnił, że profesor Harvardu, Alan Dershowitz, dopuścił się plagiatu i promował to, co Finkelstein określił jako zmyślenia i oszukańcze twierdzenia w książkach takich jak „The Case for Israel”. Zanim jednak przejdziemy do kontrowersji wokół Dershowitza, warto przyjrzeć się akademickiemu oszustwu, Joan Peters (urodzonej jako Joan Friedman), która zmarła w 2015 roku i której prace podziwiał Benjamin Netanjahu.

Joan Peters, Plagiat i fabrykowanie historii

Zerwanie Normana Finkelsteina z dominującym akademickim myśleniem grupowym – szczególnie w odniesieniu do Izraela, a później tego, co nazywa „przemysłem Holokaustu” – rozpoczęło się w trakcie jego studiów doktoranckich, kiedy po raz pierwszy zetknął się z książką Joan Peters „From Time Immemorial: The Origins of the Arab-Jewish Conflict over Palestine”. Książka zyskała poparcie wybitnych żydowskich pisarzy i historyków, w tym Saula Bellowa, Barbary Tuchman, Daniela Pipesa i Lucy Dawidowicz.[1] Sama Dawidowicz chwaliła Peters za „przekopanie się przez półwieczną propagandę” i „wydobycie na światło dzienne historycznej prawdy o Bliskim Wschodzie”.[2]

Finkelstein poddał twierdzenia Peters wnikliwej analizie i zbadał poważną dokumentację historyczną, na której opierały się jej cytaty. Jego odkrycia były zdumiewające. Jak później napisał: „Szybko stało się oczywiste, że Joan Peters sfabrykowała – a co bardziej wymowne, że amerykański establishment intelektualny użyczył jej swojego nazwiska – tandetny żart. Tak się złożyło, że udokumentowanie oszustwa… okazało się zdecydowanie najłatwiejszym zadaniem w porównaniu z nagłośnieniem moich odkryć”.[3]
Później Finkelstein zauważył, że książka „należy do najbardziej spektakularnych oszustw, jakie kiedykolwiek opublikowano na temat konfliktu arabsko-izraelskiego. W dziedzinie pełnej ordynarnej propagandy, fałszerstw i podróbek, to nie byle jakie wyróżnienie. Ale książka Peters w pełni na nie zasłużyła. Oszustwo w książce Peters jest tak wszechobecne i systematyczne, że trudno wyciągnąć pojedynczą nić bez zaplątania się w całą rozpadającą się tkaninę. Po pierwsze, oszustwo dzieli się na dwie kategorie. Primo, dowody, które Peters przytacza, aby udokumentować masową imigrację Arabów do Palestyny, są prawie całkowicie sfałszowane. Po drugie, wnioski, które Peters wyciąga ze swoich badań demograficznych oraz dane, które przedstawia, zaprzeczają istnieniu rdzennej ludności arabskiej Palestyny. Aby jeszcze bardziej zmylić czytelnika, Peters ucieka się do plagiatu”.[4]

Jak napisał Finkelstein w książce „Beyond Chutzpah: On the Misuse of Anti-Semitism and the Abuse of History”, książka Peters „From Time Immemorial” była kolosalnym oszustwem. Cytowane źródła zostały zniekształcone, kluczowe liczby w badaniu demograficznym sfałszowane, a duże fragmenty zostały splagiatowane z syjonistycznych broszur propagandowych. Udokumentowanie oszustwa i znacznie bardziej uciążliwe wyzwanie nagłośnienia tych ustaleń w mediach okazało się dla mnie punktem zwrotnym”.[5] Oszustwa były tak oczywiste, że Avishai Margalit, kierownik katedry filozofii na Uniwersytecie Hebrajskim, oświadczył, że „From Time Immemorial” to „sieć oszustw”.[6]

Po tym, jak Finkelstein obalił fałszerstwa w książce Petersa, pisze: „Książka Petersowej została odrzucona jako bezwartościowa przez społeczność naukową w Izraelu i na całym świecie… Yehoshua Porath, jeden z czołowych izraelskich uczonych zajmujących się arabską populacją Palestyny ​​w okresie przed powstaniem państwa, określił ją jako „czyste fałszerstwo”, dodając, że „przynajmniej w Izraelu książka została powszechnie odrzucona jako bzdura, z wyjątkiem być może broni propagandowej… Biorąc pod uwagę znaną reputację naukową książki Petersa, żaden uczony nie polegałby na niej, tak samo jak żaden uczony nie polegałby na Protokołach mędrców Syjonu”[7].

Aby zilustrować powagę problemu, Peters cytuje książkę na temat populacji, w której stwierdza: „Postęp medyczny i sanitarny wśród palestyńskich Arabów poczynił jak dotąd niewielkie postępy i nie może on być przyczyną znacznego spadku śmiertelności”. Finkelstein odpowiedział:

„Jeśli jednak zajrzymy na strony książki „World Population” cytowane przez Petersa, odkryjemy następujące: «Postęp medyczny i sanitarny, o ile wpływa na zdrowie i obyczaje Palestyńczyków, jak dotąd poczynił niewielkie postępy wśród Arabów palestyńskich i nie może być przyczyną znacznego spadku śmiertelności. Jednak ogólne środki administracyjne, na przykład w zakresie kwarantanny, zostały opracowane w świetle współczesnej wiedzy i odpowiednio wdrożone. Środki tego rodzaju można wprowadzić niemal z dnia na dzień… Dlatego w tych zmianach administracyjnych, spowodowanych przez brytyjską okupację Palestyny, możemy znaleźć w każdym razie racjonalne wytłumaczenie wzrostu populacji Arabów». Carr-Sanders rzeczywiście stwierdza, że ​​„postęp medyczny i sanitarny” nie może wyjaśnić „spadku śmiertelności”, ale tylko w takim zakresie, w jakim wpływa on na „zdrowie i obyczaje” Palestyńczyków palestyńskich»[8].

Jak dokumentuje Finkelstein, przypisy samej Peters często podważają tezę, którą zamierzała udowodnić. Wykazuje on również, że na poparcie swojej argumentacji sfabrykowała dowody, które w rzeczywistości nie istniały.[9]
W pewnym momencie Peters argumentuje, że raport Hope Simpson, jedno z jej źródeł, podaje, że „około 300 000 niezarejestrowanych Arabów przybyło i osiedliło się w Palestynie”[10].
Finkelstein zauważyła jednak, że „jedyne oświadczenie polityczne w raporcie Hope Simpson, odnoszące się do jej tezy, brzmi: nielegalni imigranci powinni „natychmiast [zostać] odesłani do kraju, z którego przybyli”[11].

W innym miejscu, gdy raport Simpsona stwierdza, że ​​„nie ma wątpliwości, że obecnie istnieje poważne bezrobocie wśród arabskich rzemieślników i arabskich robotników… Bezrobocie wśród Arabów jest poważne i powszechne”, Peters stwierdza, że ​​„bezrobocie wśród Arabów było podawane jako fakt, podczas gdy w rzeczywistości tak nie było; zgodnie z raportem, dane dotyczące bezrobocia wśród Arabów były zawyżone”[12].
Kiedy anglo-amerykańskie badanie Palestyny ​​(1945-46) donosi, że „badanie dzieli arabską imigrację do Palestyny ​​podczas II wojny światowej na dwie kategorie”, z których jedną było „3800 Arabów” „którzy zostali sprowadzeni na mocy „oficjalnych” ustaleń”, donosi Peters, że „oficjalne badanie anglo-amerykańskie z lat 1945-6 ostatecznie ujawniło… że… dziesiątki tysięcy „nielegalnych arabskich imigrantów” [zostało] zarejestrowanych jako „sprowadzeni” do Palestyny”.[13]

„From Time Immemorial” osiągnął szczyt popularności w Stanach Zjednoczonych w 1984 roku. Jednak żadna z głównych gazet i czasopism, które chwaliły tę książkę jako przełom historyczny – w tym „The New Republic”, „The Atlantic”, „Commentary”, „The Village Voice”, „Dissent” i „The New York Review of Books” – nie była skłonna „przeprowadzić jakiejkolwiek krytycznej korespondencji” na jej temat. Dzieło otrzymało również liczne wyróżnienia, w tym prestiżową Narodową Nagrodę Książki Żydowskiej.[14]

Kiedy zaczęła się rozchodzić wieść, że książka jest zasadniczo bezwartościowa jako praca naukowa, „The New York Review of Books” nie mógł już dłużej milczeć. W lutym 1985 roku „w końcu zlecono jej publikację, a na początku marca opublikowano obszerny artykuł na temat „From Time Immemorial” autorstwa znanego izraelskiego uczonego Yehoshuy Poratha”.[15]
Nawet wtedy esej Poratha „był trzymany w tajemnicy… Esej Poratha z miejsca odrzucił „tezy” Peters, a jednocześnie skrupulatnie unikał jakiejkolwiek wzmianki o jej oszukańczej pracy naukowej; wszelkie próby poruszenia tej ewidentnie kluczowej kwestii w rubrykach korespondencyjnych „Review” okazały się bezskuteczne… W obliczu narastających oskarżeń o cenzurę, głównie ze strony prasy brytyjskiej, „Times” w końcu opublikował artykuł w listopadzie 1985 roku. Został on umieszczony w (nie-)wydaniu z okazji Święta Dziękczynienia, na stronie poświęconej teatrowi, bez nawet wzmianki w indeksie. W istocie, cała skrupulatnie zebrana dokumentacja oszustwa została wycięta z opublikowanej wersji”.[16]

Dlaczego zatem neokonserwatyści, tacy jak Saul Bellow, Daniel Pipes i inni wybitni intelektualiści i publikacje, którzy wcześniej poparli tę książkę, zrobili to w ogóle? Czy po prostu mylili się co do jej wartości, czy też ich osądy ukształtowało ukryte zaangażowanie ideologiczne?

Reakcje wybitnych żydowskich intelektualistów były bardzo zróżnicowane. Barbara Tuchman przypisała krytykę pracy Petersa, między innymi, „rosnącemu antysemityzmowi”. Saul Bellow ostatecznie przyznał, że „dając drugą szansę”, nie poparłby pracy Petersa. Zapytany o książkę, Elie Wiesel, początkowo stwierdził, że „nauki polityczne” nie są jego dziedziną. Jednak gdy ukazało się wydanie w miękkiej oprawie, Wiesel poparł tę pracę, podobnie jak żydowski historyk, Theodore White i żydowski uczony, Bernard Lewis z Princeton.[17]

W szczególności Lewis otrzymał solidne dowody na to, że Petersa nie można traktować poważnie. Niemniej jednak „kategorycznie odmówił komentarza w jakiejkolwiek sprawie, nawet w rozmowie ze studentem studiów podyplomowych na swoim uniwersytecie (tym autorem [samego Finkelsteina])”. Jak na ironię, Lewis później ubolewał, że skojarzenie jego nazwiska z rzekomą kampanią dezinformacyjną było „ciekawym przykładem tego, jak… rodzą się mity”.[18]

Finkelstein twierdzi, że przeanalizował ponad tysiąc odniesień Petersa i stwierdził, że prawie wszystkie były zmyślone lub stanowiły dezinformację, co, jak sam to ujął, stanowiło „wyświechtany żart”. „Obraz i rzeczywistość konfliktu izraelsko-palestyńskiego” była rozprawą doktorską Finkelsteina na Uniwersytecie Princeton. Jednak, według Noama Chomsky’ego, „nie udało mu się namówić wykładowcy do jej przeczytania”.[19] Dlaczego? Ponieważ Finkelstein zaczął już odchodzić od dominującego żydowskiego myślenia plemiennego. Ostatecznie uzyskał doktorat, ale, według cytowanej powyżej relacji, tylko „ze wstydu”.[20]

Alan Dershowitz i wycofywanie sfabrykowanych prac Joan Peters

Książka Peters – i utrwalane przez nią sfabrykowane prace – mogły już dawno stać się reliktami przeszłości. Jednak Alan Dershowitz, ówczesny profesor prawa im. Felixa Frankfurtera na Harvardzie, wskrzesił wiele z jej fałszywych tez w swojej książce „The Case for Israel”, którą Finkelstein udokumentował jako plagiat, sfabrykowane prace i mistyfikacje. Finkelstein oświadczył:

„Dershowitz zdaje sobie sprawę, że czytałem jego książki; czytałem je uważnie, studiowałem ich dokumentację i mogę dość łatwo wykazać, jak to zrobiłem w mojej książce „Beyond Chutzpah”, że profesor Dershowitz jest szarlatanem i oszustem. To ostre słowa, ale gdybym ograniczył się do słów, ludzie mieliby podstawy, by we mnie wątpić. Jednak udokumentowanie wszystkich moich twierdzeń w książce zajęło mi około trzystu stron. I właśnie dlatego, że udokumentowałem swoje twierdzenia, Dershowitz nie chce występować ze mną w telewizji… Ostatnio postanowiłem nie odpowiadać na jego oskarżenia, ponieważ stają się one coraz bardziej histeryczne i mniej osadzone w rzeczywistości. Nie ma już nic wspólnego z moją pracą naukową i uważa, że ​​moja zmarła matka była kolaborantką nazistowską… Nie da się dyskutować z takimi twierdzeniami, tak samo jak nie dałbym rady dyskutować z członkiem Towarzystwa Płaskiej Ziemi”.[21]

Dershowitz i Finkelstein stanęli twarzą w twarz w debacie w 2003, krótko po publikacji książki Dershowitza „The Case for Israel”. Gorąco polecam obejrzenie tej intensywnej wymiany zdań, podczas której Finkelstein kwestionował po kolei główne założenia książki, powołując się na obszerną dokumentację naukową. Przytaczam tutaj całą debatę, ponieważ stanowi ona wymowną ilustrację tego, dlaczego osiągnięcia naukowe Dershowitza zasługiwały na znacznie większą uwagę na Harvardzie już dawno temu:

Jak jasno wynika z debaty, Finkelstein argumentował, że kilka cytatów Dershowitza w książce „The Case for Israel” zawierało poważne przekłamania, mylące interpretacje źródeł i oczywisty plagiat. Co jeszcze bardziej uderzające, jednym ze źródeł, które Dershowitz przytoczył jako materiał naukowy, był program nauczania ze szkoły średniej!

Krótko po debacie Dershowitz rozpoczął kampanię mającą na celu usunięcie Finkelsteina z Uniwersytetu DePaul. Stało się to jeszcze bardziej interesujące, ponieważ Dershowitz, wiedząc, że Finkelstein jest o krok od wydania książki „Beyond Chutzpah”, która skrupulatnie ukazywała oszukańcze działania Dershowitza, rozpoczął kampanię, grożąc Uniwersytetowi Kalifornijskiemu, aby nie publikował książki. W desperackim posunięciu Dershowitz skontaktował się nawet z ówczesnym gubernatorem Kalifornii Arnoldem Schwarzeneggerem, próbując wywrzeć presję na uniwersytet, aby nie publikował książki. Jednak próba ta zakończyła się niepowodzeniem. Biuro gubernatora odmówiło interwencji, pisząc: „Zwróciliście się Państwo do gubernatora o pomoc w zapobieżeniu publikacji tej książki. Nie jest on skłonny do wywierania innego wpływu w tej sprawie ze względu na wyraźny problem wolności akademickiej, jaki ona stwarza”.[22] Czytamy:

„Według reportera „The Nation”, Jona Weinera, który jest również profesorem historii na Uniwersytecie Kalifornijskim, Dershowitz nakłonił znaną kancelarię prawną do napisania surowych listów do regentów uniwersytetu, prorektora uniwersytetu, 17 dyrektorów prasy i 19 członków wydziałowego komitetu redakcyjnego prasy”.[23]

Dershowitz był jednak głęboko sfrustrowany, gdy zdał sobie sprawę, że wolność akademicka nadal obowiązuje, nawet na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Dowiedziawszy się, że Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley zamierza opublikować książkę, Dershowitz potępił uniwersytet jako „bardzo skrajnie lewicowy” i „bardzo antysyjonistyczny”, dodając: „Żadne inne wydawnictwo uniwersyteckie nie publikowałoby takich bzdur”.[24]

Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego Dershowitz, jako prawnik reprezentujący oskarżonych przestępców i przekonany o swojej wygranej w sprawie przeciwko Finkelsteinowi, nie pozwał go? Dlaczego nie skierował sprawy do sądu i nie przedstawił dowodów, pozwalając sędziemu lub ławie przysięgłych ustalić, czy Finkelstein powinien ponieść odpowiedzialność za rzekome szkody emocjonalne i akademickie – a jeśli tak, to czy odszkodowanie było uzasadnione? W rzeczywistości, podczas debaty w programie Democracy Now!, gdy Finkelstein zaczął przedstawiać swoją argumentację, że Dershowitz dopuścił się plagiatu Joan Peters, Dershowitz szybko mu przerwał, ostrzegając, że zarzuty plagiatu mają „poważne konsekwencje prawne”. Finkelstein odpowiedział, że jest gotowy stawić czoła tym konsekwencjom i wezwał Dershowitza do odniesienia się do dowodów. Można z pewnością zastanawiać się, dlaczego Dershowitz nie skierował sprawy do sądu.

Dershowitz najwyraźniej miał choć odrobinę zdrowego rozsądku: nie odważył się pozwać Finkelsteina do sądu. Zdawał sobie zapewne sprawę, że poważny sędzia raczej nie zaakceptuje zarzutu, że Dershowitz nie dopuścił się plagiatu, biorąc pod uwagę zgromadzone dowody. Zamiast wnosić sprawę do sądu, Dershowitz rozpoczął kampanię, której celem było zrobienie niemal wszystkiego, co możliwe, aby uniemożliwić Finkelsteinowi nagłośnienie jego zarzutów. Korzyścią dla Dershowitza było to, że Finkelstein nie otrzymał jeszcze stałego zatrudnienia. Dershowitz najwyraźniej rozumiał, że jeśli rozegra karty ostrożnie, może być w stanie wywrzeć presję na Uniwersytet DePaul, aby odmówił Finkelsteinowi stałego zatrudnienia. Jak później ujął to prawnik i sędzia Frank J. Menetrez:

„We wrześniu 2006 roku, gdy rozpoczęła się kontrola etatowa Finkelsteina, Dershowitz wysłał 7-stronicowy list z pojedynczym odstępem między wierszami oraz 14 stron materiałów pomocniczych z pojedynczym odstępem między wierszami do byłego kierownika wydziału Finkelsteina, argumentując, że „rzekoma praca naukowa” Finkelsteina składa się wyłącznie z „brzydkich i fałszywych twierdzeń” oraz „absurdalnych i zdyskredytowanych ataków ad personam”. Dershowitz wysłał podobny, ale jeszcze większy pakiet materiałów – liczący ponad 60 stron – do dużej, lecz nieznanej liczby członków wydziału i administracji DePaul, w tym do wszystkich profesorów na wydziale prawa”.[25]

Po obszernej analizie DePaul doszedł do wniosku, że Finkelstein należy do grona jego najbardziej szanowanych profesorów, co podobno podzielało wielu jego studentów. W rzeczywistości „wydział Finkelsteina głosował stosunkiem głosów 9 do 3 za przyznaniem stałego zatrudnienia, a komisja na szczeblu uczelni jednogłośnie poparła tę rekomendację stosunkiem głosów 5 do 0”.[26]
Jednak presja była ogromna. Uniwersytet stanął przed trudnym wyborem: utrzymać Finkelsteina czy ugiąć się pod presją z zewnątrz domagającą się jego zwolnienia?

Finkelsteinowi ostatecznie odmówiono stałego zatrudnienia i opuścił uniwersytet. Szczególnie niepokojące jest to, że znaczna część środowiska akademickiego stanęła w obronie Dershowitza, jednocześnie wykazując stosunkowo niewielkie zaniepokojenie zarzutami plagiatu, błędnego cytowania i wątpliwych źródeł wokół „The Case for Israel”. Elena Kagan, która wówczas studiowała na Harvardzie, poprosiła ówczesnego rektora Harvardu, Dereka Boka, o przeprowadzenie tej akcji. Bok, oczywiście, doszedł do wniosku, że Dershowitz nie plagiatował i to było wszystko, co Dershowitz chciał usłyszeć. Dershowitz napisał w „Harvard Crimson”:

„Były rektor Harvardu, Derek C. Bok, został wyznaczony do przeprowadzenia dochodzenia i nie stwierdził plagiatu. Nie stwierdził go również James Freedman, były rektor Dartmouth i Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk. Bibliotekarz z Harvard Law stwierdził, że moje cytowanie było z pewnością poprawne”.[27]

\Dershowitz nie był jednak całkowicie bez winy. Menetrez, którego prace znalazły się w epilogu do wydania książki Finkelsteina w miękkiej oprawie „Beyond Chutzpah”, wysłał list do Uniwersytetu Harvarda, a kopię przesłał Dershowitzowi. Menetrez postawił szereg prostych pytań dotyczących kwestii, które Finkelstein zidentyfikował w książce „Beyond Chutzpah” – tych samych kwestii, które Menetrez niezależnie zbadał i doszedł do wniosku, że Finkelstein miał rację. Czekając na odpowiedź Harvardu, Menetrez powiedział:

„Zacząłem otrzymywać od Dershowitza ostre i nie do końca spójne odpowiedzi. Najbardziej godną uwagi cechą odpowiedzi Dershowitza jest to, że pomimo wielokrotnych okazji do odpowiedzi na moje pytanie, czy Harvard zbadał identyczną kwestię błędów, nigdy tego nie zrobił. Nie powiedział nawet, że jego zdaniem ją zbadali. Zamiast tego, trzymał się swojego poprzedniego schematu odmowy przyznania się do istnienia problemu i powtórzył twierdzenie, że cytował niektóre z istotnych źródeł pierwotnych na długo przed publikacją książki Petersa”.[28]

Menetrez doszedł do wniosku, że Harvard nie zbadał poważnie zarzutów przeciwko Dershowitzowi, jak zrobiłby to wnikliwy śledczy. Uważał również, że dysponuje wystarczającymi dowodami, aby uzasadnić ten wniosek.[29]
Menetriz podsumował: „Żadne uczciwe i kompetentne śledztwo przeprowadzone przez Harvard nie postawiłoby Dershowitzowi niższych standardów niż te, które Harvard stawia swoim studentom pierwszego roku”.[30]
Finkelstein natomiast stał się swego rodzaju wyrzutkiem akademickim i intelektualnym, a następnie z trudem zdobył inne stanowisko akademickie w Stanach Zjednoczonych.

Ideologia plemienia

Czego tak naprawdę uczy nas ta historia? Lekcja jest taka, że ​​kwestionowanie żydowskich ortodoksji w środowisku akademickim może wiązać się z wysokimi kosztami zawodowymi – szczególnie dla tych, którzy nie uzyskali jeszcze stałego zatrudnienia. Innymi słowy, potrzebujesz stałego zatrudnienia albo członkostwa w nowym akademickim Sanhedrynie. Jeśli masz dobre koneksje i nadal promujesz jedno wątpliwe twierdzenie za drugim, możesz cieszyć się większą ochroną niż naukowiec bez stałego zatrudnienia, który kwestionuje panującą ortodoksję, nawet jeśli jego argumenty są lepiej poparte dowodami.

Kariera Larry’ego Summersa, byłego żydowskiego rektora Uniwersytetu Harvarda, ilustruje ten punkt widzenia. Summers utrzymywał bliskie relacje z Jeffreyem Epsteinem przez lata po skazaniu Epsteina w 2008 roku, a późniejsze e-maile ujawniły zakres ich ciągłej korespondencji. Harvard ostatecznie wysłał Summersa na urlop, aby zbadać jego powiązania z Epsteinem, a w lutym 2026 roku Summers ogłosił, że przejdzie na emeryturę z profesorskiej funkcji na Harvardzie z końcem roku akademickiego.

Chodzi o to, że plemię żydowskie z powodzeniem rozwinęło potężne sieci osób z wewnątrz, które chronią się nawzajem, łagodzą konsekwencje niewłaściwego postępowania lub zapewniają wpływowym osobistościom możliwości niedostępne dla mniej wpływowych naukowców. Nawet po tym, jak powiązano go z Epsteinem, Harvard nadal uhonorował go, gdy opuszczał uczelnię, nadając mu nowy tytuł „Prezydenta Emeritus”[31]. Z drugiej strony, żydowscy naukowcy, tacy jak Finkelstein, którzy kwestionują żydowskie ortodoksje, często znajdują się na marginesie, zwłaszcza gdy brakuje im instytucjonalnej ochrony.

Kariera akademicka Finkelsteina była już w ruinie, gdy ujawnił poważne problemy w książce Daniela Jonaha Goldhagena „Hitler’s Willing Executioners: Ordinary Germans and the Holocaust”. Zamiast przedstawić merytoryczne kontrargumenty na krytykę podniesioną przez Finkelsteina i jego współautorkę, historyczkę Ruth Bettinę Birn, Goldhagen zagroził im podjęciem kroków prawnych[32].

Po raz kolejny Goldhagen zyskał szerokie uznanie za książkę, którą Finkelstein i inni badacze uznali za akademickie oszustwo. Ironią losu było to, że Goldhagen został nagrodzony prestiżowymi wyróżnieniami, podczas gdy Finkelstein został wykluczony z grona akademickich krytyków.

Claude Gay i Bill Ackman

Przenieśmy tę samą kwestię do nowszej kontrowersji na Harvardzie. Claudine Gay spotkała się z ostrą krytyką po złożeniu zeznań przed Kongresem i odpowiedzi na pytania o antysemityzm i krytykę Izraela. W ciągu kilku dni miliarder i inwestor Bill Ackman rozpoczął publiczną kampanię przeciwko niej, argumentując, że została mianowana częściowo ze względu na względy DEI (Deep Integration). Ackman następnie zwrócił uwagę na zarzuty plagiatu w rozprawie doktorskiej Gay na Uniwersytecie Stanforda i wezwał ją do rezygnacji, którą ostatecznie złożyła.

Ideolodzy tacy jak Jared Taylor z zadowoleniem przyjęli kampanię Ackmana przeciwko Gay i z aprobatą ją przytaczali. Jak dotąd, wszystko w porządku – jeśli zasada jest taka, że ​​plagiat należy traktować poważnie, niezależnie od tego, kto go popełnia. Sytuacja staje się jednak absurdalna, gdy ten sam standard jest stosowany gdzie indziej. Żona Ackmana, Neri Oxman, również została oskarżona o plagiat w swojej rozprawie doktorskiej na MIT. Sama Oxman przyznała, że ​​fragmenty rozprawy zostały zaczerpnięte z innych źródeł bez odpowiedniego przypisania. Odpowiedź Ackmana była wyraźnie inna: bronił żony, opisując krytykę pod jej adresem jako część tego, co określił jako atak antysemicki!

Czy Taylor wezwał żonę Ackmana do rezygnacji, czy też zażądał od niej przeprosin? Być może czytelnicy i zwolennicy „American Renaissance” powinni zadać to pytanie bezpośrednio Taylorowi i poprosić go o odpowiedź.

Problem z plagiatem Einsteina

Być może powinniśmy teraz zająć się jedną z najważniejszych kontrowersji w historii fizyki: zarzutami, że Albert Einstein plagiatował wcześniejsze prace.

Matematyk Roger Schlafly ożywił długoletni argument, że znaczna część prac powszechnie przypisywanych Einsteinowi została opracowana, przynajmniej częściowo, przez innych. Znany matematyk Henri Poincaré i fizyk Hendrik Lorentz, na przykład, wnieśli istotny wkład w idee leżące u podstaw teorii względności jeszcze przed opublikowaniem swoich prac przez Einsteina.[33]

Argument ten sformułował brytyjski matematyk i historyk nauki, Sir Edmund T. Whittaker (1873–1956), który w swojej pracy „Historia teorii eteru i elektryczności” argumentował, że równanie (E = mc²) należy przypisać wcześniejszym pracom Hendrika Lorentza i Henriego Poincarégo, a nie wyłącznie Einsteinowi. „Przyjaciel i współpracownik Einsteina, Max Born, próbował nawet przekonać Whittakera, aby nie publikował tej opinii”, ale sam Born przyznał później, że jest wysoce prawdopodobne, że Einstein zaczerpnął swój pomysł od Poincarégo.[34]

Podobne argumenty przedstawił rosyjski fizyk A. A. Logunov w swojej książce „Henri Poincaré i teoria względności”[35].
Po tym, jak Whittaker skonfrontował Einsteina z tymi twierdzeniami, Einstein podobno wyraził nadzieję, że potomność doceni wkład Lorentza i Poincarégo w rozwój teorii względności. Jak ujął to biograf Albrecht Fölsing: „Po prawie pół wieku Einstein po raz pierwszy wspomniał o Poincaré w związku ze szczególną teorią względności”[36].

Biograf Dennis Brian odrzucił jednak zarzut, jakoby Einstein czerpał część swoich prac z wcześniejszych źródeł, uznając go za mało wartościowy. Jego dowody? Nikt – nawet Poincaré, argumentuje Brian – nigdy nie oskarżył Einsteina o plagiat. Brian pomija jednak fakt, że Lorentz był niezwykle bliski postawienia właśnie takiego zarzutu, pisząc: „Einstein po prostu postuluje to, co my [Lorentz i Poincaré] wydedukowaliśmy”[37].

Schlafly argumentuje: „W odniesieniu do każdego istotnego elementu szczególnej teorii względności Poincaré opublikował tę samą ideę lata wcześniej i wyraził ją lepiej. To prace Lorentza i Poincarégo, a nie Einsteina, doprowadziły do ​​uznania czasu za czwarty wymiar”.[38]
Shlafly kontynuuje, że chociaż historycy „wolą przypisywać zasługi Einsteinowi” za teorię, „nikt nie może podważyć faktu, że Poincaré odkrył wszystkie elementy szczególnej teorii względności z pomocą Lorentza i innych, opublikował je przed Einsteinem i opracował teorię, która była albo identyczna, albo obserwacyjnie równoważna teorii Einsteina”.[39]

W szczególności artykuł Einsteina z 1905 roku „nie zawiera żadnych odniesień do literatury naukowej. To zaniedbanie jest niezwykle dziwne”, ponieważ „najlepsi fizycy matematyczni w Europie pisali prace na ten temat od dziesięciu lat, a Einstein nie powołał się na żadną z nich”. Einstein „używa części terminologii Poincarégo, nie wymieniając jego nazwiska. Einstein jest nie tylko niedbały; jest on mistrzowsko niejasny co do źródeł”.[40]

Oto jak Einstein bronił swojego stanowiska: „Wydaje mi się, że natura biznesu jest taka, że ​​to, co następuje, zostało już częściowo rozwiązane przez innych autorów. Mimo to, ponieważ kwestie będące przedmiotem zainteresowania są tu rozpatrywane z nowego punktu widzenia, mam prawo pominąć dogłębny, pedantyczny przegląd literatury…”[41]

Kiedy Einstein zaczął otrzymywać negatywne recenzje swojej teorii, szybko postawił zarzut antysemityzmu – odpowiedź, która podobno zaskoczyła niektórych naukowców krytykujących jego prace.[42]

Problematyczne dziedzictwo DEI, akcji afirmatywnej i praw obywatelskich

Widzimy tu, że dowody sugerują, iż nie można krytycznie analizować plemienia żydowskiego w środowisku akademickim – potężnych sił, które ukształtowały znaczną część życia akademickiego i intelektualnego w całym świecie zachodnim. Nawet jeśli ta sama grupa pomaga ci zdobyć władzę poprzez programy takie jak DEI i akcje afirmatywne, będzie cię nadal wspierać, dopóki będziesz promować te programy, być jej twarzą w oczach opinii publicznej i wykonywać jej pracę. Ale w chwili, gdy zakwestionujesz sam system, możesz znaleźć się w takiej samej sytuacji jak Claudine Gay. Równie ważne jest to, że organizacje takie jak American Renaissance często robią wszystko, co w ich mocy, aby plemię żydowskie pozostało niewidoczne w wojnie ideologicznej. W wielu przypadkach osoby takie jak Taylor bronią grupy, ignorując znaczną część badań historycznych, które podważają jej rolę.

Ludzie tacy jak Harold Cruse nauczyli się tego na własnej skórze. Cruse, wieloletni komunista, ostatecznie doszedł do wniosku, że żydowscy rewolucjoniści promowali te ruchy wśród Afroamerykanów tylko po to, by promować politykę, której Afroamerykanie by nie poparli, gdyby zrozumieli, że są wykorzystywani jako obiekty szerszego eksperymentu społecznego.[43]

W rzeczywistości działania afirmatywne, DEI (Różnorodność, Równość i Integracja), a nawet szerszy ruch na rzecz praw obywatelskich, podważyły ​​znaczną część postępu osiągniętego przez społeczności Afroamerykanów pod koniec XIX i na początku XX wieku. W tamtym czasie uczniowie szkół takich jak Dunbar High School w Waszyngtonie osiągali niezwykłe sukcesy akademickie, zyskując reputację doskonałości, która wykraczała daleko poza ich lokalne społeczności.[44] Aby uniknąć nieporozumień co do chronologii, okres ten obejmuje mniej więcej lata 1870–1955, kiedy to instytucje takie jak Dunbar High School kształciły uczniów, którzy traktowaliby programy takie jak działania afirmatywne i DEI ze sceptycyzmem lub wręcz pogardą. W rzeczywistości, wszędzie tam, gdzie zastosowano działania afirmatywne, przyniosły one katastrofalne skutki.[45]

Ludzie tacy jak Thomas Sowell argumentowali, że chociaż ruch na rzecz praw obywatelskich przedstawiano częściowo jako próbę promowania wizji demokratycznej, jego polityka ostatecznie przyniosła szkodliwe konsekwencje dla społeczności czarnoskórych.[46] Sowell jednak, od dawna odmawiając zajęcia się kwestią żydowską, nie zbadał poważnie, kto stał za ruchem na rzecz praw obywatelskich i akcją afirmatywną ani jakie były ich motywy.

Przykładowo, historycznie rzecz biorąc, działania afirmatywne można postrzegać jako ruch, w którym silnie uczestniczy społeczność żydowska. Książka „Struggles in the Promised Land: Toward a History of Black-Jewish Relations in the United States” zawiera cały rozdział zatytułowany „Akcja afirmatywna: żydowskie ideały, żydowskie interesy”.[47] Żydowski profesor Marc Dollinger pisze w swojej pracy „Jews and Liberalism in Modern America: Quest for Inclusion”: „Prawie wszystkie amerykańskie organizacje żydowskie popierały ideę akcji afirmatywnej. Amerykański Komitet Żydowski chwalił praktykę udzielania »specjalnej pomocy szczególnym kategoriom osób, którym społeczeństwo wyrządziło trudności i niesprawiedliwość«”.[48] Żydowski pisarz J. J. Goldberg przyznał nawet w swojej książce „Jewish Power”:

„Żydowska władza jest odczuwalna również w wielu sferach życia wewnętrznego: polityce imigracyjnej i uchodźczej, prawach obywatelskich i akcji afirmatywnej, prawie do aborcji, kwestiach rozdziału kościoła od państwa i wielu innych… Tak, pod koniec XX wieku amerykańscy Żydzi zaczęli być postrzegani na całym świecie jako poważny gracz w wielkiej grze politycznej, zdolny do wpływania na wydarzenia, definiowania i osiągnąć ważne cele, nagradzać przyjaciół i karać wrogów”.[49]

Dollinger przedstawia podobny argument. Posuwa się nawet do twierdzenia, że ​​„polityka, która legła u podstaw Wielkiego Społeczeństwa Lyndona Johnsona, [która] zainspirowała poparcie białych liberałów dla akcji afirmatywnej”, jest w istocie produktem ubocznym tego, co nazywa „żydowskim powinowactwem” lub „żydowskim wyjątkowością”.[50] W dalszej części książki Dollinger pisze: „większość amerykańskich Żydów oparła się pokusie odradzającego się konserwatyzmu. Nadal głosowali na Partię Demokratyczną i popierali tworzenie programów akcji afirmatywnej. Kiedy prezydent Johnson zaproponował agresywne idee reform opartych na rasie, prawie wszystkie organizacje żydowskie je zaakceptowały”.[51]
Dollinger ponownie oświadcza:

„Podobnie jak w poprzednich pokoleniach, żydowscy przywódcy stworzyli program polityczny, który gwarantował ich prawa jako mniejszości etnicznej, ponieważ był atrakcyjny dla całego społeczeństwa amerykańskiego. W epoce konsensusu lat 50. XX wieku oznaczało to zawieranie sojuszy z innymi mniejszościami w celu osiągnięcia wspólnych celów. W latach 60. XX wieku wymagało to od żydowskich przywódców przyjęcia etniczno-nacjonalistycznego podejścia do amerykańskiego liberalizmu. Naśladując „W ramach strategii politycznych radykalnych aktywistów czarnoskórych Żydzi cieszyli się możliwością podjęcia agresywnych działań samoobrony bez ryzyka oskarżeń o podwójną lojalność i bez odchylania się daleko od współczesnych norm politycznych.”[52]

Ostatnie stwierdzenie Dollingera z pewnością nie jest prawdziwe. Na aktywizm polityczny Afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych wpływ miało szerokie grono żydowskich intelektualistów, organizacji i ruchów politycznych. Afroamerykanie zetknęli się z rewolucyjnymi ideami postaci żydowskich i żydowskich ruchów politycznych, takich jak stalinizm, a w dużej mierze z tradycją socjalistyczną i komunistyczną.

Na przykład, rozwój polityczny Fredericka Douglassa był w dużej mierze ukształtowany przez jego bliskie intelektualne i seksualne relacje z Ottilie Assing, która wspierała jego pracę i tłumaczyła jego pisma nawet na język niemiecki.[53] W XX wieku wpływ żydowskich ruchów rewolucyjnych na radykalną myśl Afroamerykanów stał się jeszcze bardziej bezpośredni. Na przykład W. E. B. Du Bois napisał obszerną mowę pochwalną ku czci Józefa Stalina wkrótce po śmierci radzieckiego przywódcy w 1953 roku. Było to wiele lat po Wielkiej Czystce w Rosji Sowieckiej, podczas której reżim Stalina był odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi poprzez egzekucje, przymusowy głód i inne formy represji. Du Bois opisał Stalina jako „wielkiego człowieka”.

Du Bois nie przejmował się zbrodniami Stalina, które jego zdaniem bledły w porównaniu z atlantyckim handlem niewolnikami, nazistowskimi obozami zagłady i innymi okrucieństwami.[54] Du Bois, choć sympatyzował z komunizmem przez większość swojego życia ideowego, formalnie wstąpił do Partii Komunistycznej dopiero w 1961 roku, w wieku 93 lat, zaledwie dwa lata przed swoją śmiercią w 1963 roku. Wielu czarnoskórych intelektualistów i pisarzy poszło w ślady Du Bois, przyjmując idee komunistyczne, a lista jest długa. Należą do nich między innymi Harry Haywood, Otto Huiswoud, Lovett Fort-Whiteman, Grace P. Campbell, William L. Patterson, Benjamin J. Davis Jr., Langston Hughes, Paul Robeson, Richard Wright, Ralph Ellison, Doxey A. Wilkerson, James W. Ford, Angela Y. Davis i Eldridge Cleaver.

Wielu z tych ludzi nawet nie wiedziało, że partia, z którą się związali, była ruchem, który nie dbał o ich dobro, lecz próbował wciągnąć ich w działalność wywrotową, która zawsze miała katastrofalne skutki dla ich społeczności i kolejnych pokoleń.

To samo można powiedzieć o ruchu praw obywatelskich. Żydowscy aktywiści, tacy jak Stanley Levison, odegrali ważną rolę organizacyjną i finansową w tym ruchu. Levison pomagał w zbieraniu funduszy dla organizacji praw obywatelskich, przyczynił się do rozwoju idei, która stała się Południową Konferencją Przywódców Chrześcijańskich, i ściśle współpracował z Martinem Lutherem Kingiem Jr. przez całą jego karierę.

Po dekadach tego, co nazwałbym działalnością wywrotową, ostatecznie powstały programy akcji afirmatywnej i DEI, które doprowadziły do ​​jednej porażki za drugą. W tym sensie akcja afirmatywna i DEI nie rozwijały się w izolacji. Zależały od żydowskich rewolucjonistów i organizacji, intelektualistów, aktywistów i instytucji politycznych, które je promowały i podtrzymywały. Trudno zatem wyjaśnić te ruchy po prostu jako spontaniczne wydarzenia bez zbadania ludzi i organizacji, które pomogły je ukształtować, sfinansować i rozwinąć. Ideolodzy tacy jak Jared Taylor ignorowaliby całą tę historyczną rzeczywistość i skupiali się wyłącznie na czarnoskórych, którzy czerpali korzyści z chaotycznego systemu stworzonego przez żydowskich rewolucjonistów.

Sowell miał wiele okazji do zbadania tego ważnego tematu. W rzeczywistości, z biegiem lat, literatura naukowa na ten temat ogromnie się rozrosła. Zanim Sowell zaczął pisać książki takie jak „Intellectuals and Society”, w której poświęcił rozdział wychwalający wojnę w Iraku jako „falę”, która zadziałała, istniał już obszerny zbiór literatury na ten temat. Na przykład „Intellectuals and Society” ukazała się w 2009 roku, a „The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy” w 2006 roku. Jednak Sowell nawet nie próbował odnieść się do tej drugiej książki, mimo że przedstawiała ona wojnę w Iraku jako wojnę silnie inspirowaną przez Izrael.

Podobnie, książki Murraya Friedmana „The Neoconservative Revolution: Jewish Intellectuals and the Shaping of Public Policy” (2005) i „What Went Wrong? The Creation and Collapse of the Black-Jewish Alliance” (1994), a także „America Alone: ​​The Neo-Conservatives and the Global Order” (2004), zostały opublikowane na długo przed tym, jak Sowell zaczął pisać książki takie jak „Desmantling America”. Jednak, podobnie jak Jared Taylor i inni, nie był skłonny zmierzyć się z kwestią żydowską, co uniemożliwiło mu – lub nie chciało – zmierzyć się z tym, co może być jednym z najbardziej fundamentalnych pytań politycznych i intelektualnych naszych czasów. W swojej książce „Affirmative Action Around the World: An Empirical Study” Sowell słusznie udokumentował niepowodzenia akcji afirmatywnej wszędzie tam, gdzie była ona praktykowana. Poświęcił cały rozdział akcji afirmatywnej w Stanach Zjednoczonych. Można by zatem oczekiwać, że przeanalizuje, kto stał za tym ruchem od samego początku i co motywowało jego czołowych zwolenników.

Na przykład badanie Marca Dollingera zostało opublikowane w 2000 roku, pięć lat przed ukazaniem się książki Sowella w 2004 roku. Mimo to Sowell praktycznie nic nie mówi o kluczowych postaciach, które ukształtowały amerykański ruch na rzecz równości płci. Przypuszczam, że wiedział, iż gdyby udokumentował te niepodważalne fakty, znalazłby się w samym środku „III wojny światowej”, a nawet mógłby zostać wypchnięty ze środowiska akademickiego, zwłaszcza z Instytutu Hoovera. Miałby również trudności z uzyskaniem publikacji w głównych nowojorskich wydawnictwach, takich jak Basic Books, a nawet w wydawnictwach uniwersyteckich, takich jak Yale University Press.[55]

Plagiat: Jedna zasada dla wpływowych, inna dla wszystkich

Powracając do głównej tezy naszej dyskusji, kiedy rabini, tacy jak Walter Homolka, zostali oskarżeni o skopiowanie ponad 60 stron swojej 240-stronicowej rozprawy z niemieckiego artykułu naukowego Dorothee Schlenke[56], większość relacji medialnych o syjonistycznym nastawieniu była stosunkowo ograniczona, co pozwoliło, aby kontrowersja zniknęła z pola widzenia opinii publicznej. Z kolei, gdy oskarżani są czarnoskórzy o plagiat, problem ten jest często przedstawiany znacznie bardziej wyeksponowany, a komentatorzy tacy jak Jared Taylor i inni, a nawet Bill Ackman, szybko powołują się na takie przypadki jako dowód na szersze nadużycia akademickie.

W rzeczywistości, jeśli mamy być brutalnie szczerzy, świat akademicki jest pełen przypadków plagiatu, nadużyć naukowych i innych form oszustw akademickich. Można wskazać na takie postacie jak Gayle Pohl, Stephen E. Ambrose, Ward Churchill i Kevin M. Kruse, Laurence H. Tribe, H. Gilbert Welch, Shervert H. Frazier, Matthew Whitaker, Susannah Dickinson, Matthew Whitaker i wielu innych. Jednak jak dużą uwagę takie przypadki przyciągają w środowisku American Renaissance? Nieuczciwość akademicka Jasona Ardaya zasługiwała na uwagę, ale co z Ambrose’em i innymi przypadkami? Czy ci sami ludzie, którzy obszernie pisali o Ardayu i innych czarnoskórych, oszukanych przez DEI i politykę afirmatywnej akcji, poświęcą podobną uwagę na nieuczciwość tych samych osób, które analizowaliśmy? Czy w ogóle przeanalizują prace Daniela Jonaha Goldhagena i Alana Dershowitza? Jeśli argumentem jest to, że oszustwa akademickie i plagiaty powinny być ujawniane niezależnie od rasy, ideologii czy przynależności politycznej, to z pewnością te przypadki również zasługują na uwagę.

Z pewnością ślady naukowego nierzetelności Marca Hausera znajdą się wśród tych, którzy szybko zabrali głos w sprawie Arday. Hauser, psycholog ewolucyjny i były profesor Harvardu oraz autor książki „Moral Minds: How Nature Designed a Universal Sense of Right and Wrong”, został uznany przez Harvard za wyłącznie odpowiedzialnego za osiem przypadków nierzetelności naukowej – trzy dotyczące opublikowanych prac i pięć dotyczących nieopublikowanych badań. Późniejsze federalne dochodzenie przeprowadzone przez Biuro ds. Integralności Badań Naukowych również wykazało, że Hauser dopuścił się nierzetelności naukowej, w tym fabrykowania i fałszowania danych.[57] To skłoniło Nicholasa Wade’a z „New York Timesa” do przyznania, że ​​„istnieje szerokie spektrum grzechów naukowych, od wykroczeń, takich jak złe przechowywanie danych, po fabrykowanie danych”.[58]

Te „grzechy naukowe” nie pojawiły się z dnia na dzień ani nie rozpoczęły się w 2026 roku wraz ze sprawą Arday. Liczne badania naukowe wykazały, że nieuczciwość akademicka stanowi uporczywy problem w świecie akademickim od dziesięcioleci. W rzeczywistości naukowcy tacy jak Marcel C. LaFollette udowodnili, że sama struktura publikacji naukowych może stwarzać zachęty i okazje do nadużyć.[59]

Jak szczegółowo dokumentuje i skrupulatnie argumentuje LaFollette, co się dzieje, gdy publikacja naukowa tworzy środowisko, w którym utrzymanie naukowca zależy od częstego publikowania, pozyskiwania grantów, zajmowania prestiżowych stanowisk, otrzymywania nagród i innych wyróżnień, budowania reputacji, gromadzenia cytowań, zapewniania sobie autorstwa w czasopismach naukowych i kręgach zawodowych oraz dokonywania rzekomo znaczących „odkryć”? Co się dzieje, gdy naukowcy działają w świecie rządzonym niewypowiedzianą maksymą „publikuj albo giń”? I co się dzieje, gdy naukowcy zaczynają od założenia, które są zdeterminowani udowodnić za wszelką cenę – nawet poprzez celowe fabrykowanie, opracowywanie i manipulowanie dowodami – jak ilustruje to obecnie w dużej mierze zapomniana historia Człowieka z Piltdown, powszechnie uznawana za autentyczną przez prawie cztery dekady?[60]

Według LaFollette’a, poważne problemy etyczne nieuchronnie wkraczają w grę. Pod taką presją niektórzy naukowcy mogą ulec pokusie publikowania fałszywych lub sensacyjnych twierdzeń, zamiast ryzykować zawodową niejasność. A jeśli nieuczciwe postępowanie pozostanie niewykryte – lub, co gorsza, jeśli społeczność akademicka doceni pracę pomimo jej wad – bodźce do angażowania się w oszukańcze praktyki badawcze staną się jeszcze silniejsze, a ryzyko związane z tworzeniem starannych, rzetelnych prac naukowych wydaje się stosunkowo większe. W tym sensie nierzetelność naukowa została w zasadzie „skodyfikowana”[61]. Według LaFollette’a przypadki takie jak kardiologa, Johna Darsee, brytyjskiego psychologa, Cyrila Burta, którego praca skupiała się na inteligencji i dziedziczności, oraz dermatologa, Williama T. Summerlina ilustrują, w jaki sposób naukowcy mogą ulegać naciskom zachęcającym do nierzetelności naukowej.

LaFollette nie jest odosobnionym badaczem dokumentującym te problemy w środowisku akademickim. Inni badacze posunęli się jeszcze dalej, badając prawie 750 udokumentowanych przypadków oszustw akademickich, fałszerstw i plagiatów z okresu od 1880 do 2010 roku i dochodząc do wniosku, że problem ten ma w dużej mierze charakter systemowy, a nie incydentalny, a niektórzy badacze posunęli się nawet do fałszowania danych lub wymyślania obserwacji, które nigdy nie istniały.[62]

I tutaj Ernst Haeckel odegrał kluczową rolę. Haeckel był zdeterminowany, by udowodnić Darwinowi rację i za swoją misję uznał szerzenie ewangelii darwinizmu w całych Niemczech. W tym procesie manipulował dowodami. Jak ujął to sam historyk nauki, Nick Hopwood, naukowcy dostrzegali problemy z rysunkami Haeckla, zwłaszcza w stosowaniu przez niego „licencji artystycznej”[63]. Jednak obrońcy Haeckla twierdzą, że jego zarzutów nie da się sprowadzić do prostego zarzutu celowego oszustwa.

To, co tu widzimy, potwierdza argumentację uczonego, Bernarda E. Rollina, z książki „Nauka i etyka”: założenia etyczne pojawiają się w nauce na długo przed rozpoczęciem eksperymentu.[64] Założenia te mają charakter filozoficzny i moralny. Same w sobie nie są i nigdy nie będą naukowe. Gdyby były naukowe, argumentacja stałaby się błędna i ostatecznie doprowadziłaby do postawienia pytania. Gdy brakuje im solidnych podstaw metafizycznych, oparte na nich wnioski naukowe można zasadnie podważyć.

Stanowiło to część szerszego kontekstu, w którym jeden z najsłynniejszych brytyjskich psychologów, Cyril Burt, został potępiony jako oszust, który fałszował dowody i zmyślił dane, aby poprzeć swoje teorie dotyczące testów inteligencji – epizod, który ostatecznie zniszczył jego naukową wiarygodność. Do 1979 roku wielu naukowców i obserwatorów doszło do wniosku, że Burt „sfabrykował dane, aby pasowały do ​​przewidywań jego ulubionych teorii genetycznych”.[65] Brytyjski psycholog i historyk psychologii, L. S. Hearnshaw początkowo był wielkim wielbicielem Cyrila Burta. Jednak po przeprowadzeniu szeroko zakrojonych badań na potrzeby swojej biografii z 1979 roku, Cyril Burt: Psychologist, Hearnshaw zmienił swoją ocenę i doszedł do wniosku, że dowody na oszustwo naukowe są przytłaczające. Napisał:

„Dowody… wykazały ponad wszelką wątpliwość, że zarzuty te były prawdziwe: Burt rzeczywiście oszukał społeczność naukową w kwestiach doniosłych i nawet po wykorzystaniu jego danych przez innych do uzasadnienia wniosków o znaczeniu społecznym, nigdy nie wydał oświadczenia o ich prawdziwości. Dopuścił się poważnego wykroczenia przeciwko milcząco przyjętym zasadom etyki naukowej”.[66]

Dlatego od lat argumentuję, że prawdziwa nauka nie może ostatecznie przeczyć moralności metafizycznej. Kiedy pojawia się pozorna sprzeczność, pierwszym pytaniem powinno być, czy leżące u jej podstaw założenie naukowe jest samo w sobie słuszne.[67]

Podsumowując: czekamy, aż ci, którzy uczepili się łatwych przypadków, takich jak przypadek Ardaya, postąpią właściwie: otwarcie przyznają, że świat akademicki jest przesiąknięty tym, co epidemiolog z Yale, Michael B. Bracken, nazwał niedawno „stronniczością” – stronniczością, która może kształtować wyniki badań w badaniach farmakologicznych, genetycznych, badaniach na zwierzętach i analizach pandemii, ostatecznie zniekształcając prawdziwe badania naukowe.[68]

Miejmy nadzieję, że ci, którzy tak mocno skupili się na sprawie Arday, nie zawiodą. Możemy przewidzieć kilka możliwych reakcji. Mogą zachować milczenie i odmówić zaangażowania w dyskusję. Mogą odpowiedzieć emocjonalnymi inwektywami, uciekać się do argumentów ad personam i mylących tropów, a nawet całkowicie unikać racjonalnej dyskusji. Mogą też przyznać się do własnych uprzedzeń i przyznać, że nie zbadali sprawy Arday w szerszym kontekście historycznym i naukowym. W każdym razie należy mieć nadzieję, że osoby te podejdą do problemu racjonalnie i uczciwie, stosując te same standardy kontroli do wszystkich przypadków nierzetelności akademickiej.
Jonas E. Alexis

Unz

Bibliografia:

[1] Norman Finkelstein, Image and Reality of the Israel-Palestine Conflict (New York: Verso, 2001), 21-22.

[2] Ibid., 44.

[3] Ibid., 21-22.

[4] Ibid., 22; emphasis added.

[5] Norman Finkelstein, Beyond Chutzpah: On the Misuse of Anti-Semitism and the Abuse of History (Berkeley: University of California Press, 2005), 2.

[6] Finkelstein, Image and Reality, 46.

[7] Finkelstein, Beyond Chutzpah, 376.

Subscribe to New Columns

[8] Finkelstein, Image and Reality, 23.

[9] Ibid.; see chapter 2.

[10] Ibid., 28-29.

[11] Ibid., 27-28.

[12] Ibid., 30.

[13] Ibid., 32.

[14] Ibid., 45.

[15] Ibid., 46.

[16] Ibid.

[17] Ibid., 48.

[18] Ibid.

[19] Noam Chomski, “The Fate of an Honest Intellectual,” Noam Chomski, Peter Mitchell, et al., Understanding Power: The Indispensable Chomski (New York: The New Press, 2002), 244.

[20] Ibid., 344.

[21] Norman Finkelstein, The Holocaust Industry: Reflections on the Exploitation of Jewish Suffering (New York: Verso, 2000), 12.

[22] Gary Younge, “J’accuse,” Guardian, August 10, 2005.

[23] Ibid.

[24] Ibid.

[25] Frank J. Menetrez, “The Case Against Alan Dershowitz,” Counterpunch, February 11, 2008.

[26] Ibid.

[27] Alan M. Dershowitz, “Dershowitz: I Never Suppressed Israeli Pilots’ Free Speech,” Harvard Crimson, November 8, 2005.

[28] Menetrez, “The Case Against Alan Dershowitz,” Counterpunch, February 11, 2008.

[29] Ibid.

[30] Ibid.

[31] https://theconversation.com/former-harvard-president-summers-soft-landing-after-epstein-revelations-is-case-study-of-economics-trouble-with-misbehaving-men-277025.

[32] Norman G. Finkelstein and Ruth Bettina Birn, A Nation on Trial: The Goldhagen Thesis and Historical Truth (New York: Metropolitan Books, 1998).

[33] Roger Schlafly, How Einstein Ruined Physics: Motion, Symmetry, and Revolution in Science (Create Space, 2011), 115.

[34] Ibid., 114

[35] Ibid., 133.

[36] Denis Brian, The Unexpected Einstein: The Real Man Behind the Icon (Hoboken, NJ: John Wiley & Sons, 2005), 198.

[37] Quoted in Schlafly, How Einstein Ruined Physics, 116.

[38] Ibid., 11.

[39] Ibid., 117.

[40] Ibid., 128.

[41] Ibid.

[42] Ibid., 112.

[43] See Harold Cruse, The Crisis of Negro Intellectual (New York: William Morrow & Company, Inc, 1967).

[44] See for example Alison Stewart, First Class: The Legacy of Dunbar, America’s First Black Public High School (Chicago: Chicago Review Press/Lawrence Hill Books, 2013); Thomas Sowell, Education: Assumptions vs. History (Stanford: Hoover Institution, 1985).

[45] See Thomas Sowell, Affirmative Action Around the World: An Empirical Study (New Haven: Yale University Press, 2005).

[46] Thomas Sowell, Civil Rights: Rhetoric or Reality? (New York: William Morrow & Company, 1984).

[47] Jack Salzman and Cornel West, eds., Struggles in the Promised Land: Towards a History of Black-Jewish Relations in the United States (Oxford: Oxford University Press, 1997), chapter 14.

[48] Marc Dollinger, Jews and Liberalism in Modern America: Quest for Inclusion (Princeton and Oxford: Princeton University Press, 2000), 204.

[49] J. J. Goldberg, Jewish Power: Inside the American Jewish Establishment (New York: Basic Books, 1996), 5.

[50] Dollinger, Jews and Liberalism in Modern America, 5.

[51] Ibid., 193.

[52] Ibid.

[53] See E. Michael Jones, The Jewish Revolutionary Spirit and Its Impact on World History (South Bend: Fidelity Press, 2008), chapter 14.

[54] David Levering Lewis, W. E. B. Du Bois, The Fight for Equality and the American Century, 1919-1963 (New York: Henry Holt & Company, 2000), 557.

[55] I personally devoured Sowell’s books when I was in college. The first one I read was Race and Culture, followed by Migration and Culture, then Conquests and Cultures. After that, as they say, the rest is history. Sowell has many valuable insights to offer, but he largely avoids the Jewish question, and his books contain significant gaps, questionable information, and, at times, claims that appear to contradict the historical record. Dismantling America, for example, contains so many errors and questionable assertions about the Middle East that one could almost wonder whether the book was written by Sowell himself. His treatment of Iran is particularly problematic. Long before the book was published, a substantial body of scholarly literature had already examined the historical and political forces that shaped modern Iran.

[56] “German rabbi at center of ongoing scandal plagiarized his dissertation, newspaper finds,” Jewish Telegraphic Agency, February 16, 2023; see also “Final investigation into prominent German Reform rabbi affirms abuse of power allegations,” Jewish Telegraphic Agency, September 19, 2023.

[57] “FAS dean details Hauser scientific misconduct,” Harvard Magazine, August 20, 2010’ see also Tom Bartlett, “Document Sheds Light on Investigation at Harvard,” Chronicle of Higher Education, August 19, 2010; Peter Aldhous, “Misconduct probe in Harvard animal morality lab,” New Scientist, August 20, 2010; Charles Gross, “Disgrace: On Marc Hauser,” The Nation, December 21, 2011.

Subscribe to New Columns

[58] Nicholas Wade, “Harvard Finds Scientist Guilty of Misconduct,” NY Times, August 10, 2010.

[59] Marcel C. LaFollette, Stealing Into Print: Fraud, Plagiarism, and Misconduct in Scientific Publishing (Berkeley: University of California Press, 1996).

[60] See for example J. S. Weiner, The Piltdown Forgery (Oxford: Oxford University Press, 1953 and 2004); Frank Spencer, Piltdown: A Scientific Forgery (Oxford: Oxford University Press, 1990); Peter Hancock, Hoax Springs Eternal: The Psychology of Cognitive Deception (Cambridge: Cambridge University Press, 2015), chapter 5.

[61] “Codifying misdonduct” is actually a chapter of David Goodstein’s book, On Fact and Fraud: Cautionary Tales from the Front Lines of Science (Princeton and Oxford: Princeton University Press, 2010), chapter 4.

[62] Nachman Ben-Yehuda and Amalya Oliver-Lumerman, Fraud and Misconduct in Research: Detection, Investigation, and Organizational Response (Ann Arbor: University of Michigan Press, 2017); see also Adil E. Shamoo and David B. Resnik, Responsible Conduct of Research (Oxford: Oxford University Press, 2022); Barbara K. Redman, Research Misconduct Policy in Biomedicine: Beyond the Bad-Apple Approach (Cambridge: MIT Press, 2013); Bernard Montoneri, ed., Academic Misconduct and Plagiarism: Case Studies from Universities around the World (Lanham: Lexington Books, 2020); Max H. Bazerman, Inside an Academic Scandal: A Story of Fraud and Betrayal (Cambridge: MIT Press, 2025); Robert L. Park, Voodoo Science: The Road from Foolishness to Fraud (Oxford: Oxford University Press, 2000); Gianfranco Pacchioni, The Overproduction of Truth: Passion, Competition, and Integrity in Modern Science (Oxford: Oxford University Press, 2018); Allan Franklin, The Neglect of Experiment (Cambridge: Cambridge University Press, 1986), see for example chapter 8; Anthony Grafton, Forgers and Critics: Creativity and Duplicity in Western Scholarship (Princeton: Princeton University Press, 1990); David L. Cooper, The Czech Manuscripts: Forgery, Translation, and National Myth (DeKalb, IL: Northern Illinois University Press, 2023).

[63] Nick Hopwood, Haeckel’s Embryos: Images, Evolution, and Fraud (Chicago and London: The University of Chicago Press, 2015), 289.

[64] Bernard E. Rollin, Science and Ethics (Cambridge: Cambridge University Press, 2006).

[65] L. S. Hearnshaw, Cyril Burt: Psychologist (Ithaca: Cornell University Press, 1979), 235.

[66] Ibid., 318-319.

[67] For examples of these cases, particularly the controversy involving Harry Ostrer and Eran Elhaik, see my article “Is the Khazar Hypothesis Dead?,” Unz Review, April 2, 2026; for further research, see Mark P. Khurana, The Trajectory of Discovery: What Determines the Rate and Direction of Medical Progress? (Cambridge: Cambridge University Press, 2023).

[68] Michael B. Bracken, Bias!: How Systemic Error Threatens Biomedical Research (Cambridge: Cambridge University Press, 2026); see also R. Barker Bausel, The Problem with Science: The Reproducibility Crisis and What to Do About It (Oxford: Oxford University Press, 2021).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *