Dzień, w którym świat ruszył naprzód

Podczas gdy Zachód spiera się o wczorajszy świat, znaczna część Globalnego Południa po cichu buduje jutrzejszy.

HERAKLION, Kreta — Właściciel kawiarni nie ogląda już CNN. Sprawdza Al-Dżazirę w poszukiwaniu wiadomości regionalnych, śledzi chińskie media państwowe, aby śledzić rozwój gospodarczy i śmieje się, czytając zachodnie prognozy dotyczące upadku Rosji.

„Przewidują to od trzech lat” – mówi, podając mi cappuccino i sernik. „Może powinni zaakceptować, że Rosja się nie rozpada i iść naprzód”.

Nie jest zwolennikiem Putina. Nie jest antyzachodni. Jest po prostu zmęczony wysłuchiwaniem wykładów o demokracji od krajów, które zamrażają aktywa, nakładają jednostronne sankcje i wyrażają szok, gdy wszyscy przestają grać w ich grę. Jeśli wiceprezydent, J.D. Vance, zastanawia się, dlaczego wszyscy wydają się niewzruszeni, cóż, to jest nowa rzeczywistość, której Waszyngton i Bruksela wciąż nie chcą uznać. Świat nie skończył się wraz z końcem unipolarnego momentu. Po prostu stał się ciekawszy.

Sankcje, które przyniosły odwrotny skutek

Dla architektów powojennego porządku, powstanie świata wielobiegunowego oznacza coś więcej niż geopolityczną korektę; to głęboki szok psychologiczny.

Jeśli chodzi o politykę Kremla, narracja była prosta: sparaliżować rosyjską gospodarkę, wymusić zmianę reżimu, przywrócić właściwy porządek rzeczy. Trzy lata później rubel się ustabilizował, rosyjska ropa naftowa sprzedaje się z zyskiem, a Moskwa tak bardzo zmieniła kierunek na wschód, że zachodnim analitykom brakuje sposobów na wyjaśnienie, dlaczego ich prognozy wciąż się nie sprawdzają.

„Kiedyś kupowałem niemieckie samochody” – mówi Jewgienij, producent telewizyjny, który zaprzyjaźnił się z nim ponad dekadę temu. „Teraz kupuję chińskie. Niemieckie były lepsze, ale już ich nie ma. I wiecie co? Chińskie są w porządku”.

Oto historia sankcji w mikroskali. Owszem, bolą. Ale wymuszają też adaptację. A Rosja zaadaptowała się, stając się bardziej samowystarczalna, bardziej zintegrowana z Azją i mniej zależna od rynków zachodnich, które i tak już się zamykały.

Zachód spodziewał się upadku Rosji. Zamiast tego Rosja zdywersyfikowała swoją działalność. Spodziewała się, że Moskwa będzie błagać o pomoc. Zamiast tego Rosjanie zbudowali nowe szlaki handlowe, nowe systemy finansowe i nowe partnerstwa, które nie wymagają zatwierdzenia SWIFT.

„Geniusz zachodniej strategii” – mówi mi z kamienną twarzą rosyjski ekonomista – „polega na tym, że nauczyła nas, że was nie potrzebujemy”.

Smok w pokoju

Podczas gdy Waszyngton debatuje nad tym, czy Chiny są „strategicznym konkurentem”, czy „zagrożeniem egzystencjalnym”, władze Pekinu po cichu podjęły działania, by stać się preferowanym partnerem handlowym dla większości krajów rozwijających się.

Liczby mówią same za siebie: Chiny są największym partnerem handlowym Afryki. Inicjatywa Pasa i Szlaku zbudowała porty, linie kolejowe i autostrady na trzech kontynentach. Juan jest wykorzystywany do coraz większej liczby transakcji międzynarodowych. Chińskie uniwersytety przyciągają studentów z Globalnego Południa.

Ale nie chodzi tylko o ekonomię. Chodzi o szacunek. „Nie pouczają nas” – mówi znajomy mi kenijski biznesmen, który współpracuje zarówno z chińskimi, jak i zachodnimi firmami. Niemcy, Amerykanie, Brytyjczycy – zawsze stawiają warunki. Prawa człowieka, a to demokracja, jakieś standardy rządzenia i jeszcze coś innego. Chińczycy pytają po prostu: „Co chcesz zbudować?”. W tym tkwi urok chińskiego modelu: bez moralizatorstwa. Bez warunków wstępnych. Tylko biznes.

Czy jest idealny? Nie. Czy niesie ze sobą własne problemy? Zdecydowanie. Pułapki zadłużenia są realne. Normy środowiskowe są często niższe. Praktyki pracownicze bywają wątpliwe.

Ale dla krajów zmęczonych słyszeniem, że muszą się reformować, zanim będą mogły się rozwijać, Chiny oferują alternatywę: najpierw się rozwijać, potem reformować. Albo wcale. Twój wybór. To twój kraj.

Perski paradoks

Kampania maksymalnej presji na Iran trwa od ponad czterech dekad: sankcje, izolacja, tajne operacje, groźby działań militarnych. Wszystkie narzędzia z arsenału Zachodu zostały użyte, aby zmienić zachowanie Republiki Islamskiej. Rezultat: Iran nadal istnieje.

Co gorsza, Iran stał się bardziej samowystarczalny, bardziej zintegrowany z Rosją i Chinami oraz bardziej zdolny do projekcji siły na region pomimo ograniczeń.

„Irańscy inżynierowie nauczyli się budować wszystko sami” – mówi profesor Uniwersytetu w Teheranie. „Kiedy nie można czegoś importować, trzeba to wymyślać. Kiedy nie można czegoś kupić, trzeba to produkować”.

To jest paradoks maksymalnej presji. Zamiast wymuszać kapitulację, często przyspiesza innowacje i samowystarczalność. Iran, pomimo dekad sankcji, zbudował zaawansowane możliwości w zakresie dronów i rakiet, alternatywne mechanizmy finansowe i zacieśnił partnerstwo z Rosją i Chinami. Po raz kolejny w Waszyngtonie oczekiwano upadku. Rzeczywistość okazała się przystosowaniem.

Afrykańskie Przebudzenie

Skupmy się teraz na Addis Abebie. Przyjęcie Unii Afrykańskiej do G20 nie było jedynie zwycięstwem dyplomatycznym; było to uznanie rzeczywistości: Afryka nie jest już kontynentem, którym trzeba zarządzać. To kontynent, z którym trzeba się liczyć. Z populacją liczącą 1,4 miliarda i stale rosnącą, ogromnymi zasobami surowców mineralnych, kompetentną siłą roboczą i rosnącą klasą średnią, kraje afrykańskie były skrępowane przez Zachód. Przez dekady Afryce powtarzano, żeby czekała na swoją kolej. Wdrożyła programy dostosowań strukturalnych. Zwalczyła korupcję. Poprawiła zarządzanie. Wtedy, być może, nastąpi rozwój. Chiny nie czekały. Rosja nie czekała. Teraz Afryka również nie czeka.

Prezydent Rwandy, Paul Kagame, był w tej kwestii bezkompromisowo bezpośredni, mówiąc zachodnim dyplomatom, że Afryka nie da się zmusić do uznania geopolitycznych wrogów Europy za swoich. „Nie damy sobie dyktować” – jasno dał do zrozumienia Kagame, wskazując na rażącą hipokryzję Zachodu, który domaga się sojuszu Afryki z Ukrainą, jednocześnie ignorując afrykańskie priorytety w zakresie handlu, bezpieczeństwa i rozwoju. Dla Kagame i rosnącego chóru afrykańskich przywódców państw, rachunek jest brutalnie prosty: Zachód oferuje wykłady i pomoc warunkową, podczas gdy Pekin buduje linie kolejowe, a Moskwa zapewnia bezpieczeństwo, nie prosząc o lekcję demokracji.

Powolny upadek dolara

Dolar amerykański pozostaje światową walutą rezerwową, ale spójrzmy na obecne trendy. Coraz więcej krajów handluje walutami lokalnymi, coraz więcej banków centralnych kupuje złoto, a coraz więcej państw dywersyfikuje swoje inwestycje, odchodząc od aktywów denominowanych w dolarach. Wszyscy zastanawiają się, czy bezpieczne jest przechowywanie majątku w aktywach, które można zamrozić jednym telefonem z Waszyngtonu.

Uzbrojenie globalnego systemu finansowego wywołało masowy, cichy exodus. Państwowe fundusze majątkowe i banki centralne, szczególnie na Globalnym Południu, nie tylko dywersyfikują swoje portfele; aktywnie zmniejszają ryzyko związane z Zachodem. Przyspieszają przejście na namacalne, politycznie niezależne środki przechowywania wartości. Dlaczego? Ponieważ zamrożenie rosyjskich aktywów dowiodło, że posiadanie amerykańskich obligacji skarbowych nie jest inwestycją neutralną; jest inwestycją warunkową. Rynki wschodzące budują finansową łódź ratunkową, zabezpieczając się przed ostatecznym ryzykiem: telefonem z Departamentu Skarbu USA, który zamienia ich oszczędności narodowe w cyfrowy pył.

Czego Zachód nie zauważył

Podczas gdy Waszyngton obsesyjnie skupiał się na rywalizacji mocarstw, a Bruksela pouczała kraje rozwijające się o wartościach, Pekin po cichu budował porty, linie kolejowe, elektrownie i relacje handlowe. Podczas gdy Londyn nakładał sankcje, Moskwa rozwijała nowe rynki w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Zachód zakładał, że reszta świata będzie czekać na pozwolenie na rozwój. Zamiast tego po prostu budował kolejny system.

Liczby nie kłamią. BRICS+ ma obecnie większy udział w globalnym PKB (PPP) niż G7, Chiny handlują z krajami Globalnego Południa częściej niż USA, a kraje afrykańskie otrzymują od Chin więcej inwestycji infrastrukturalnych niż ze źródeł zachodnich. To nie jest ideologia antyzachodnia. To pragmatyczna dywersyfikacja.

Zachodnie demokracje twierdzą, że stoją na straży suwerenności i porządku opartego na zasadach. Ale kiedy kraje korzystają ze swojej wolności, wybierając różnych partnerów, Zachód nazywa to „wpływem autorytarnym”. Kiedy kraje stosują się do innych zasad, Zachód nazywa to „podważaniem porządku”. Kiedy demokracje podejmują niezależne decyzje, Waszyngton, Bruksela i Londyn nakładają sankcje. Przesłanie jest jasne: macie wolność wyboru, dopóki wybieracie nas.

Dlatego Globalne Południe nie kupuje tego, co sprzedaje Zachód. Nie dlatego, że kocha autorytaryzm. Nie dlatego, że nienawidzi demokracji. Ale dlatego, że pamięta, co Zachód zrobił, gdy miał niekontrolowaną władzę. Pamięta zamachy stanu. Inwazje. Sankcje, które zabijały cywilów. Obietnice rozwoju, które nigdy się nie ziściły. Wykłady o rządach w krajach, których własne systemy są głęboko dysfunkcyjne.

Przyszłość

Rzym nie upadł z dnia na dzień. Upadał przez pokolenia, a każde z nich upierało się, że imperium jest niezbędne. Ameryka coraz bardziej znajduje się w takiej sytuacji znanej z historii: wciąż oczekuje, że świat pójdzie za jej przykładem, wciąż zaskakuje ją uprzejme odmowa poszczególnych krajów.

Dla architektów powojennego porządku, powstanie świata wielobiegunowego oznacza coś więcej niż geopolityczną korektę; to głęboki szok psychologiczny. Instytucje, które kiedyś uważano za trwałe, stają teraz w obliczu realnych alternatyw. Monopol na finanse, handel, dyplomację, a nawet same zasady, powoli zanika.

Pozbawione niekwestionowanej dominacji rządy Zachodu coraz częściej polegają na sankcjach, przymusie finansowym i presji geopolitycznej, aby utrzymać zachodni porządek, z którego znaczna część świata zaczęła już wyrastać. Jednak każda nowa sankcja, każda zamrożona rezerwa, każda próba uzbrojenia istniejącego systemu zachęca kraje do budowania kolejnej alternatywy.

Moment jednobiegunowy nie zniknął po prostu. Został on zdemontowany przez narody, które odkryły, że nie potrzebują już pozwolenia Zachodu na prosperowanie. Zachód może zdecydować się na rywalizację w tym nowym świecie jako jedna z wielu wpływowych potęg, albo może nadal upierać się, że historia zatrzymała się gdzieś około 1995 roku.

Historia jednak rzadko czeka na kogokolwiek.

Phil Butler

Phil Butler jest badaczem polityki i analitykiem, politologiem i ekspertem ds. Europy Wschodniej oraz autorem najnowszego bestsellera „Putin’s Pretorians” i innych książek.

NEO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *