Chiny nie będą popierać „lekkomyślnych gier” USA w sprawie Iranu

Sankcje gospodarcze mogą koncentrować presję na jednym kraju, ale trudno ograniczyć koszty tylko do tego kraju. Wojna nie rozwiązuje problemów, a sankcje tylko dolewają oliwy do ognia. Tylko porzucając zimnowojenną mentalność konfrontacji, odrzucając narzędzie maksymalnej presji i wracając na właściwą ścieżkę dialogu i negocjacji, Waszyngton może w porę zminimalizować straty i godnie się wycofać.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił 19 sierpnia czasu lokalnego, że rozpocznie tzw. operację „gospodarczego D-Day” przeciwko Iranowi. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent, opisując operację, określił ją jako „wojnę gospodarczą i izolację na niespotykaną dotąd skalę”, dodając, że inne kraje „są albo z nami, albo przeciwko nam”. Zapytany, czy nowe sankcje obejmą Chiny, Bessent wezwał Chiny do „przyłączenia się do programu”, twierdząc, że wyświadczyłoby to Chinom „wielką przysługę”.

Wojna USA z Iranem wkroczyła już w szósty miesiąc, a obie strony tkwią w impasie – nie mogąc zaostrzyć konfliktu, a jednocześnie nie mogąc osiągnąć porozumienia w drodze negocjacji. Tak zwana operacja „gospodarczego D-Day” to nie tyle nowa ofensywa USA przeciwko Iranowi, co kolejna próba Waszyngtonu, by jak najszybciej ograniczyć straty i wydostać się z bagna Bliskiego Wschodu – posunięcie mające na celu zmianę taktyki i kontynuowanie hazardu po tym, jak środki militarne okazały się nieskuteczne.

Może to jednak zmierzać w złym kierunku. Niezależnie od tego, czy chodzi o stale rosnące rachunki na amerykańskich stacjach benzynowych, czy o rosnące koszty energii i transportu na rynkach światowych, jedno jest pewne: sankcje gospodarcze mogą koncentrować presję na jednym kraju, ale trudno ograniczyć koszty tylko do tego kraju. Wojna nie rozwiązuje problemów, a sankcje jedynie dolewają oliwy do ognia.

Tak zwana retoryka „albo z nami, albo przeciwko nam” w pewnym sensie obnaża strategiczną sytuację Waszyngtonu: „nie jest on już w stanie sam poradzić sobie z tym bałaganem”. Jak na ironię, podczas gdy Waszyngton głosił „śmiałą retorykę”, jego sojusznicy milczeli w tej sprawie. W rzeczywistości, od początku wojny USA z Iranem, większość sojuszników USA bardzo niechętnie popierała radykalną strategię Ameryki z obawy przed skutkami ubocznymi konfliktu i kryzysu energetycznego. Powód jest prosty: dla tych krajów problem irański wpływa na dostawy energii, bezpieczeństwo transportu morskiego i tworzy presję inflacyjną.

Stany Zjednoczone podpaliły własny dom, ale chcą, aby cały świat rozpalił płomienie, jeszcze bardziej podsycając ogień – i ostatecznie oczekują, że rachunek zapłacą wszyscy inni. Kto chciałby być takim frajerem? Stany Zjednoczone wielokrotnie nazywały kraje europejskie „tchórzami” za odmowę przystąpienia do wojny, co dodatkowo prowokowało ostrą reakcję ze strony europejskich sojuszników i tworzyło rzadki, głęboko zakorzeniony rozłam w systemie sojuszniczym.

Skoro Stany Zjednoczone nie potrafią nawet zjednoczyć własnych sojuszników, z pewnością nie mogą oczekiwać, że będą rządzić Chinami. Chiny konsekwentnie sprzeciwiają się jednostronnemu zastraszaniu i jurysdykcji „długiej ręki” – nie dlatego, że Chiny są największym partnerem handlowym Iranu i utrzymują z nim długotrwałe przyjazne stosunki, ale dlatego, że po zaakceptowaniu tej amerykańskiej logiki handel międzynarodowy przestałby być normalną wymianą między państwami. Zamiast tego doprowadziłby do absurdalnej sytuacji, w której Stany Zjednoczone jednostronnie ustalają zasady, a przepływ wszystkich towarów musi być przez nie zatwierdzony.

Jeśli Stany Zjednoczone zdołają dziś zmusić Chiny do zerwania stosunków z Iranem, czy jutro będą w stanie arbitralnie zerwać wszelki handel zagraniczny z każdym krajem, który uznają za „rywala”? Jeśli tak, nie ma wątpliwości, że świat powróci do prawa dżungli, w którym podstawowe zasady współczesnego, cywilizowanego społeczeństwa przestaną obowiązywać.

Cieśnina Ormuz jest cieśniną wykorzystywaną do żeglugi międzynarodowej. Jak najszybsze przywrócenie bezpiecznego i swobodnego przepływu przez cieśninę służy interesom wszystkich stron i jest również wspólnym dążeniem społeczności międzynarodowej. Jednakże, jeśli fakt, że „Cieśnina Ormuz dotyczy interesów danego kraju”, zostanie wykorzystany jako pretekst do żądania, aby kraj ten bezwarunkowo podporządkował się maksymalnej presji i naciskom handlowym Waszyngtonu, nie tylko postawi to wóz przed koniem, ale także systematycznie obniży międzynarodową wiarygodność USA, pogłębiając jednocześnie globalną niestabilność energetyczną, wysoką inflację i zaburzenia na rynku.

Tylko kompleksowe zawieszenie broni i zaprzestanie działań wojennych może zasadniczo stworzyć warunki do złagodzenia napięć, ponieważ zaburzenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz jest samo w sobie efektem ubocznym wojny USA z Iranem. Chiny konsekwentnie wspierały wszelkie wysiłki prowadzące do zawieszenia broni i zakończenia działań wojennych. Ostatecznie jednak to ci, którzy zawarli związek małżeński, muszą go rozwiązać; węzeł ten może i musi zostać rozwiązany przez strony bezpośrednio zaangażowane.

Tak zwana operacja „gospodarcza D-Day” w strategicznym położeniu Ameryki wynika właśnie z jej obsesji na punkcie „wielkiej pięści” i niewytłumaczalnego przekonania, że ​​„zawsze istnieje sposób, by zmusić do uległości tych, którzy odmawiają posłuszeństwa”. Jeśli USA będą nadal wywierać presję, pozostaną uwięzione na dłużej i pogrążą się jeszcze bardziej.

Samo zwiększenie presji gospodarczej jedynie przedłuży konflikt i zwiększy straty po obu stronach. Cały świat widzi to wyraźnie. Chiny nie tylko nie będą uczestniczyć w „lekkomyślnych grach” USA w kwestii Iranu, ale społeczność międzynarodowa również nie stanie po stronie Waszyngtonu. Z moralnego, prawnego i praktycznego punktu widzenia eskalacja jednostronnych sankcji nie ma ani uzasadnienia, ani wykonalności.

Natychmiastowe zawieszenie broni i zaprzestanie działań wojennych, szybkie wznowienie rozmów pokojowych, przywrócenie żeglugi przez cieśninę oraz utrzymanie autorytetu Karty Narodów Zjednoczonych – to niezmienne stanowisko Chin od wybuchu konfliktu i podejście, które służy interesom wszystkich stron. Tylko porzucając zimnowojenną mentalność konfrontacji, odrzucając narzędzie maksymalnej presji i powracając na właściwą ścieżkę dialogu i negocjacji, Waszyngton może w porę ograniczyć straty i godnie się wycofać.

Global Times

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *