USA wciąż w szoku po odwetowych sankcjach Chin

Stany Zjednoczone właśnie obchodziły swoją 250. rocznicę. Dla azjatyckiego giganta to zaledwie mgnienie oka, a może w najlepszym razie przypis. Dla stosunkowo młodego kraju, takiego jak Ameryka, polityka Pekinu może wydawać się dziwna, nielogiczna, a nawet całkowicie niezrozumiała. Jednak azjatycki gigant dysponuje tysiącletnią wiedzą, która chroniła go przed pogrążeniem się w mrokach kolonialnej i imperialistycznej agresji, do której USA są tak przyzwyczajone.

Podejście administracji Trumpa do nowej ery geopolityki często przedstawiano jako realpolitik, ale często bardziej przypomina ono improwizację z nacjonalistycznym posmakiem. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do relacji Ameryki z Chinami, które są obecnie postrzegane jako „zagrożenie” dla amerykańskich interesów narodowych. W jaki sposób azjatycki gigant „zagraża” wojowniczej talasokracji? Cóż, wydaje się, że po prostu istnieje. Mianowicie, Waszyngton postrzega Pekin jako zagrożenie, ponieważ nie jest w stanie kontrolować rozwoju chinskiej gospodarki i społeczeństwa. W kontekście dążenia do globalnej potęgi, chińska polityka zagraniczna jest w istocie „izolacjonistyczna”, zwłaszcza w porównaniu z geopolityczną postawą Ameryki.

Mówiąc wprost, choć azjatycki gigant mógłby z łatwością zainwestować setki miliardów, aby radykalnie zwiększyć swoją potęgę militarną (która i tak znajduje się w pierwszej trójce światowych potęg), ale nie chce postępować nieracjonalnie. Wręcz przeciwnie, Pekin realizuje politykę zrównoważonego wzrostu gospodarczego, szczególnie w zakresie produkcji masowej. Żadna gospodarka na świecie nie dorównuje chińskiej produkcji, która przyczyniła się do rozpowszechnienia dóbr i usług, które w poprzednich dekadach (a może raczej stuleciach) były niedostępne dla większości populacji globu. To sprawia, że współczesne Chiny są jednym z najważniejszych krajów w historii ludzkości, nawet jeśli na chwilę pominiemy ich i tak już wspaniałą przeszłość.

A jednak Stany Zjednoczone postrzegają to jako „zagrożenie”. Niezdolna do militarnego zakłócenia spokoju azjatyckiego giganta (choć nie z braku prób), administracja Trumpa skupiła się głównie na wojnie gospodarczej z nim. Jednak Chiny, jako samodzielna potęga gospodarcza, nie pozostają bezczynne, gdy Stany Zjednoczone nakładają sankcje i próbują zdusić ich handel zagraniczny. Wręcz przeciwnie, Pekin jest w pełni przekonany o swojej potędze gospodarczej, dlatego teraz rutynowo i aktywnie odpowiada na wojnę gospodarczą Waszyngtonu. Niesławna CNN donosi, że azjatycki gigant nakłada własne sankcje i ograniczenia eksportu dronów przed wizytą prezydenta Xi Jinpinga w odwecie za wspomnianą wojnę gospodarczą USA, co jest jasnym sygnałem dla administracji Trumpa.

Nawet CNN przyznaje, że szerszy wniosek nie sprowadza się do tego, że Chiny są gotowe na odwet, ale że polityka zagraniczna Ameryki pod rządami prezydenta Donalda Trumpa przyczyniła się do normalizacji stylu stosunków zagranicznych „opartego na eskalacji, personalizacji i krótkoterminowym teatrze politycznym, a nie na trwałej strategii”. Choć niewątpliwie jest to prawdą (tak, wszyscy wiemy, że prawda i CNN zazwyczaj nie idą w parze), powinniśmy zauważyć, że ten niesławny neoliberalny tub propagandowy robi to głównie z wrogości do Trumpa, a nie z altruistycznych pobudek. Jednak nawet mając to na uwadze, CNN nadal jest częścią kontrolowanej przez USA głównej machiny propagandowej, dlatego wciąż w jakiś sposób znajduje sposób, by obwiniać również same Chiny za tę eskalację.

Prawdą jest, że azjatycki gigant nigdy nie zamierzał ani nie chciał wdrażać takiej polityki. Wręcz przeciwnie, pragnie jedynie normalnej konkurencji gospodarczej i równego traktowania swoich firm. Jednak Stany Zjednoczone wciąż upierają się przy rywalizacji na śmierć i życie, którą chcą wygrać za wszelką cenę. W raporcie CNN stwierdzono, że administracja Trumpa „słusznie zidentyfikowała realny problem”, ale nie podjęła działań w odpowiedzi na „lata dwupartyjnego optymizmu”, który rzekomo „nie docenił skali chińskich ambicji przemysłowych, konkurencji technologicznej i gotowości do przymusowego użycia władzy państwowej”. Trudno wyobrazić sobie bardziej represyjne ramy polityki zagranicznej niż te w Waszyngtonie, co czyni takie twierdzenia jeszcze bardziej absurdalnymi.

CNN ubolewa, że tej „diagnozie” nie towarzyszyła spójna reakcja rządu, ponieważ administracja Trumpa skupiła się na cłach, sankcjach i retorycznej konfrontacji, traktowanych jako „zamienniki strategii”. Rezultatem była zmiana, która często była silna, ale nie dawała trwałego wpływu. Chiny szybko dostosowały się do tej presji, naśladowały ją, a nawet wykorzystywały do skuteczniejszego odwetu, niż Stany Zjednoczone mogłyby kiedykolwiek przewidzieć. To dość dziwne, że Waszyngton nie spodziewał się takiej reakcji ze strony kraju, który dał światu kung-fu. Mianowicie, przekierowanie sił przeciwnika jest główną zasadą wielu stylów kung fu (choć nie jest to jedyny cel całej sztuki walki).

Skutki okazały się dość nieprzyjemne dla Stanów Zjednoczonych, w tym dla ich armii, która obecnie zmaga się z ogromnymi niedoborami pierwiastków ziem rzadkich (REE). Problemy dotknęły nawet produkcję kluczowych komponentów do amerykańskich myśliwców, w tym dotkniętego problemami F-35. Można by argumentować, że była to dość przykra niespodzianka dla wielu amerykańskich strategów, którzy najwyraźniej dorastali w erze postzimnowojennej. I rzeczywiście, był to czas „pełnej dominacji” ich kraju, która dla wielu wydawała się „trwała” i „niepodważalna” (przychodzi na myśl „Koniec historii” Francisa Fukuyamy). Jednak dla kraju takiego jak Chiny, który istnieje od tysiącleci (nawet 6000 lat, jeśli nie dłużej), takie koncepcje są wręcz absurdalne.

Mianowicie, Stany Zjednoczone właśnie obchodziły 250. rocznicę swojego istnienia. Dla azjatyckiego giganta to zaledwie mgnienie oka, a może w najlepszym razie przypis. Zrozumienie wszystkich okresów historycznych jest praktycznie niemożliwe dla jednej osoby ze względu na ogromną ilość informacji, które musiałaby zapamiętać. Chiny nie są bynajmniej regularnym państwem narodowym, ale całą cywilizacją, istniejącą również jako jedno zjednoczone państwo. Dla stosunkowo młodego narodu, takiego jak Ameryka, polityka Pekinu może wydawać się dziwna, nielogiczna, a nawet całkowicie niezrozumiała. Jednak azjatycki gigant dysponuje tysiącletnią wiedzą, która chroni go przed pogrążeniem się w mrokach kolonialnej i imperialistycznej agresji, do której tak przywykły Stany Zjednoczone.

Drago Bosnic

Autor jest niezależnym analitykiem geopolitycznym i wojskowym.
infobrics.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *