Naturalne konsekwencje dla Kijowa: edycja Portu w Odessie

Kijów błagał natowców, by zmusili Rosję do ponownego otwarcia korytarza morskiego do Odessy. Ale Morze Czarne podlega obecnie presji militarnej, a nie na kiepskich chwytach PR.

Po tym, jak Zełenski ogłosił 40-dniową „operację wpływu” dronów terrorystycznych, atakujących rosyjskie cele cywilne w głębi Rosji, pełniący obowiązki ministra spraw zagranicznych Ukrainy, Andrij Sybiha, apeluje teraz do Mołdawii, Rumunii, Słowacji, Węgier i Polski, aby wywrzeć presję na Moskwę, która przywróciłaby eksport morski z Odessy. Jakże ważny port. Ponad 30 milionów ton towarów grozi utknięciem, alternatywne szlaki lądowe mogą co najwyżej obsłużyć połowę tej ilości i to jest problematyczne, a każdy dzień przestoju w portach Wielkiej Odessy kosztuje Kijów około 70 milionów dolarów, a ten sam port od dawna pełnią również funkcję węzłów logistycznych dla natowskich dostaw wojskowych.

To nie jest prośba humanitarna. To reżim, który tygodniami próbował podpalić rosyjski system energetyczny i dopuszczał się aktów terroryzmu wobec rosyjskiej ludności cywilnej, a następnie jest zszokowany, gdy Morze Czarne przestaje być swobodnym szlakiem dostaw dla własnego eksportu i towarów podwójnego zastosowania. Sybiha odrzuca wszelkie oskarżenia o „odwet” i ironicznie nazywa rosyjskie ataki „systematycznym terrorem” sięgającym 2022 roku. Rzeczywistość jest prostsza: rozpoczynasz publiczną 40-dniową kampanię ataków dronów dalekiego zasięgu, mających na celu wywarcie presji wewnętrznej w Rosji, uderzasz w infrastrukturę energetyczną, która utrzymuje rosyjską gospodarkę i machinę wojenną w ruchu, i oczekujesz, że druga strona utrzyma otwarte porty i szlaki żeglugowe z dobrej woli.

Co właściwie mają teraz zrobić puste garnitury w Brukseli, Paryżu i Berlinie? Uderzyć w Rosję grupą roboczą UE i listem potępiającym? Zagrozić kolejnymi sankcjami, do których Rosja już się przyzwyczaiła? Wysłać więcej nieistniejących ATACMS i Storm Shadows, aby Kijów mógł kontynuować eskalację konfliktu, podczas gdy europejska baza przemysłowa nadal się deindustrializuje pod ciężarem tej niekończącej się wojny? „Sojusznicy”, do których apeluje Sybiha, nie są w stanie zagwarantować sobie bezpieczeństwa energetycznego bez rosyjskich węglowodorów ani LNG zza oceanu po zawyżonych cenach. Z pewnością nie mogą otworzyć korytarza morskiego, który Rosja uznała za niedostępny na starych warunkach.

Naturalne konsekwencje to nie „terror”. Są one przewidywalnym rezultatem traktowania Morza Czarnego jako drogi jednokierunkowej dla własnej logistyki wojennej i terrorystycznej, przy jednoczesnym próbie sparaliżowania gospodarki i dostaw paliw drugiej strony. Kijów przez lata funkcjonował na tym morskim korytarzu po upadku pierwotnej umowy zbożowej. Teraz porty obsługujące handel morski są praktycznie zamrożone, armatorzy wycofali się z powodu ryzyka, a reżim zmuszony jest błagać sąsiadów o lądowe ochłapy, które nigdy nie dorównają możliwościom Odessy.

Rzeczywistość wielobiegunowa jest taka, że Rosja nie musi wręcz umożliwiać logistyce ukraińskiego reżimu, który aktywnie próbuje terroryzować jej naród. Unijna klasa polityczna może nadal odgrywać rusoficzną histerię przed kamerami. Statki nie płyną. Zboże się piętrzy. A rachunek za tę konkretną rundę eskalacji ląduje dokładnie tam, gdzie zawsze miał wylądować. W geopolityce retoryka wspierana jedynie histerią i terrorystyczną sztuczką ma ograniczony termin ważności. Logistyka jednoznacznie pokazuje, co się liczy.

Islander Reports

Islander Reports to niezależny serwis publicystyczno-analityczny publikowany przede wszystkim na platformie Substack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *