Kiedy żona powiedziała mi, że Maroko nazwało autostradę imieniem Donalda Trumpa, pomyślałem, że żartuje. Powiedziała, że nie, to prawda. Powiedziałem jej, że to niemożliwe. To musiała być szalona algierska propaganda, jak ta głupia historia o Marokańczykach stojących wzdłuż plaż Sajdii, by popłynąć do wolności i dobrobytu w socjalistycznym raju Algierii. A może to była satyra. W każdym razie żaden kraj z kompetentnym przywódcą nawet nie pomyślałby o nazwaniu czegokolwiek poza publiczną latryną imieniem Donalda J. Trumpa, certyfikowanego narcystycznego psychopaty, szantażowanego gwałciciela i pedofila, sprawcy ludobójstwa i zbrodniarza wojennego, który jest również niewątpliwie najgłupszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek sprawował urząd publiczny w Stanach Zjednoczonych.
Ale po szybkim przejrzeniu internetu zobaczyłem, że historia o Autostradzie Trumpa jest przedstawiana jako prawdziwa wiadomość. Najwyraźniej jakiś geniusz w marokańskim rządzie wpadł na genialny pomysł, by schlebić narcyzmowi Trumpa, nazywając autostradę z Dachli do Tiznit imieniem idiotycznego, globalnego pośmiewiska i ludobójczego syjonistycznego przestępcy seksualnego.
Przywódcy Maroka nie są tak głupi jak Trump, więc zakładam, że zdają sobie sprawę, że to się nie zestarzeje. Niewątpliwie myślą: „Cóż, możemy to po prostu zmienić, kiedy on odejdzie”.
Chociaż łatwo jest namalować nową nazwę na znaku drogowym, trudniej jest zatuszować moralną plamę „uhonorowania” najbardziej haniebnego przywódcy w historii Stanów Zjednoczonych. Ludzie na całym świecie, w tym większość Amerykanów, którzy wiedzą, że Trump jest pedofilem-gwałcicielem szantażowanym przez Epsteina, będą na zawsze pamiętać, że Maroko kiedyś to zrobiło. Zmiana nazwy autostrady za pięć czy dziesięć lat nie zmyje plamy z reputacji Maroka.
Ludzie sprzeciwiający się suwerenności Maroka nad jego terytoriami saharyjskimi mają już pole do popisu, rozkoszując się niefortunną decyzją Maroka o utożsamieniu się z najbardziej znienawidzonym przywódcą w historii świata (z możliwym wyjątkiem Hitlera, który w rzeczywistości był znacznie lepszym przywódcą niż Trump). Nagłówek w Middle East Eye podsumowuje globalną reakcję: „Maroko nazywa nową autostradę na okupowanej Saharze Zachodniej imieniem Donalda Trumpa”. Identyfikując się z człowiekiem, którego nienawidzi każdy zdrowy na umyśle człowiek, i łącząc przy tym nazwisko Trumpa ze swoimi terytoriami saharyjskimi, Maroko zhańbiło swoje uzasadnione roszczenia do tych terytoriów i zafundowało wrogom prawdziwą sensację w mediach.
Jak szybko Maroko będzie w stanie zmienić nazwę autostrady, gdy oficjalnie zostanie ustalone, że „Katie”, która w przerażających szczegółach opisała, jak została brutalnie i sadystycznie zgwałcona przez Trumpa i Jeffreya Epsteina, gdy miała 13 lat, zawsze mówiła prawdę? Jak szybko będą mogli wymienić te znaki drogowe, gdy pojawią się dowody na to, że Trump umożliwił ludobójstwo w Strefie Gazy i nakazał zbrodniczą wojnę agresywną przeciwko Iranowi – począwszy od rzezi 160 dziewczynek w szkole Minab – ponieważ był zdrajcą Stanów Zjednoczonych Ameryki, kontrolowanym przez izraelską siatkę szantażującą Epsteina? Kiedy Trump zostanie w końcu powieszony przez amerykańskich patriotów, insza’allah, jak szybko marokański Departament Transportu powiesi nowe znaki drogowe?
A skoro już o wieszaniu mowa, może jest sposób, by koncepcja „Autostrady Pamięci Donalda J. Trumpa” zadziałała? Jako Amerykanin mieszkający w Maroku, z przyjemnością zgłosiłbym się na ochotnika do współpracy z marokańskimi służbami specjalnymi w misji schwytania zbrodniarza wojennego, terrorysty Trumpa, wydania go Maroku i powieszenia na najwyższym moście nad autostradą Dachla-Tiznit. Byłaby to idealna ceremonia otwarcia nowo nazwanej autostrady: cały świat zareagowałby gromkimi brawami, jakby ich drużyna właśnie wygrała Mistrzostwa Świata. Zainaugurowana publicznym powieszeniem najgorszego zbrodniarza i zdrajcy w historii Ameryki, Autostrada Pamięci Donalda J. Trumpa zostałaby uwieczniona w globalnej wyobraźni, dziesiątki milionów turystów co roku przybywałoby do Maroka, aby przejechać obok miejsca egzekucji Trumpa i sfilmować selfie z uniesionymi kciukami, a suwerenność Maroka nad terytoriami Sahary zostałaby powszechnie uznana.
Marokańskie agencje wywiadowcze, niestety, prawdopodobnie nie są w stanie sprostać zadaniu wydania i egzekucji Trumpa. Więc utknąłem w kraju, który nazwał autostradę imieniem tego kretyna, co było tchórzliwym, pochlebczym gestem mającym na celu schlebienie ludobójczemu, narcystycznemu psychopacie na czele Ameryki.
No cóż. Być może pewnego dnia pogodzę się z życiem w kraju, który tymczasowo, bardzo tymczasowo, nazywa autostradę na cześć szantażowanego pedofila-ludobójcy Donalda J. Trumpa. Ale jeśli Maroko kiedykolwiek nazwie autostradę imieniem Netanjahu, z pewnością popłynę do Algierii i dołączę do Polisario.
Kevin Barrett
Kevin Barrett jest amerykańskim publicystą, komentatorem politycznym, prowadzącym audycje radiowe oraz autorem książek. Najbardziej znany jest z krytyki polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych
