Podczas gdy państwa arabskie Zatoki Perskiej wywnioskowały z wojny z Iranem, że Izrael jest drapieżnikiem, a Stany Zjednoczone nie są światowym policjantem, Amerykanie wciąż nie wiedzą, co myśleć o Benjaminie Netanjahu i jego koalicji. „Rewizjonistyczni syjoniści” próbują wprowadzić kandydatów proizraelskich do Partii Republikańskiej i Demokratycznej, mimo że większość wyborców nie chce już popierać tego ludobójczego państwa. Co więcej, próbują nastawić Arabów z Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi i wznowić izraelską operację w Libanie.

Memorandum z Islamabadu nie tylko ustanowiło pokój w Zatoce Perskiej. Stanowiło również, że Iran otrzyma 300 miliardów dolarów – nie w formie „reparacji wojennych”, lecz „inwestycji”. W ten sposób milcząco uznano zwycięstwo Republiki Islamskiej.
Historia
To zwycięstwo nie oznacza militarnej porażki Stanów Zjednoczonych, lecz polityczną klęskę określonej frakcji w kraju. Przegranymi są tradycyjni zwolennicy Izraela, którzy odmawiają uznania masakr ludności cywilnej dokonanych przez tzw. „Państwo Żydowskie” w Palestynie i Libanie.
Porażka rewizjonistycznych syjonistów
Ślepota osób związanych z Państwem Izrael wynika z ich niezdolności do oceny państwa na podstawie jego czynów, a nie tego, czym się ono rzekomo jest. Utożsamiają oni swoje marzenie o ojczyźnie będącej schronieniem dla ofiar europejskich pogromów z rzeczywistością: państwem rządzonym przez faszystów, w historycznym znaczeniu tego słowa.
To zamieszanie jest tym bardziej zaskakujące, że – słusznie – dokonali rozróżnienia między cywilami a kombatantami w kontekście palestyńskiej operacji „Potop Al-Aksa”. Choć niektórzy wprawdzie kwestionowali niezbywalne prawo Palestyńczyków do stawiania oporu izraelskiej okupacji, potępiali masakry cywilów. Czyniąc to, deprecjonowali jednak pamięć Izz ad-Dina al-Kassama (1882–1935) – patrona brygad Hamasu. Daleki od bycia bojownikiem ruchu oporu, człowiek ten był przede wszystkim antysemitą, który szczycił się rzezią żydowskich cywilów.
Dziś „rewizjonistyczni syjoniści” – czyli zwolennicy Władimira Zeewa Żabotyńskiego – jednoczą się wokół Benjamina Mileikowsky’ego-Netanjahu, by obalić prezydenta Donalda Trumpa. Liczą na wszystkich tych, którzy żyją w stanie zamętu, który właśnie opisałem.
Władza wykonawcza
Przypomnę, że „rewizjonistyczni syjoniści”, zwolennicy Żabotyńskiego, zawsze byli zaciekłymi przeciwnikami „syjonistów” (tout court) Teodora Herzla. Obie grupy toczyły ze sobą zaciętą wojnę – od sojuszu Żabotyńskiego z ukraińskimi „integralnymi nacjonalistami”, przez masakrę sowieckich Żydów, po jego poparcie dla Il Duce Benito Mussoliniego, a nawet negocjacje z nazistami w sprawie przejęcia majątku węgierskich syjonistów. Co prawda, konflikt ten został zawieszony przez pierwszego premiera Izraela, Dawida Grün-Ben-Guriona, w momencie powstania ich wspólnego państwa – pod warunkiem, że szczątki Żabotyńskiego nigdy nie zostaną pochowane w Izraelu. Niemniej jednak konflikt rozgorzał na nowo wraz z „zamachem stanu”, który zmienił Ustawę Zasadniczą i utorował drogę dyktaturze. W ciągu ostatnich trzech lat większość Izraelczyków głośno protestowała przeciwko tym „reformom”, popartym przez zdecydowaną większość byłych wojskowych i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.
Masakry, których byliśmy świadkami, nie pojawiły się znikąd. Są one realizacją polityki wdrożonej już w latach dwudziestych XX wieku – czyli przed powstaniem nazizmu – polityki powszechnie potępionej po II wojnie światowej.
Następstwo Donalda Trumpa
Zwolennicy tej polityki w Stanach Zjednoczonych zgromadzili się wokół Fundacji Adelsona, nazwanej na cześć urodzonego na Ukrainie magnata kasyn z Las Vegas. Początkowo sfinansowali kandydaturę Marco Rubio w 2016 roku, a następnie Donalda Trumpa w 2023 roku. Dziś ponownie forsują Marco Rubio po stronie republikanów, a Rahma Emanuela po stronie demokratów.
Ten drugi jest synem rewizjonistycznego syjonisty, Benjamina Auerbacha – członka organizacji terrorystycznej Irgun – który uciekł z Izraela po zabójstwie specjalnego wysłannika ONZ, hrabiego Folke Bernadotte, w 1948 roku.
Za prezydentury George’a H.W. Busha (41. prezydenta), Rahm Auerbach-Emanuel, zgłosił się na ochotnika do Sił Obronnych Izraela (IDF), aby wziąć udział w wojnie w Zatoce Perskiej przeciwko Irakowi. Rahm był doradcą prezydenta, Billa Clintona, z ramienia Partii Demokratycznej.
Za prezydentury republikańskiego George’a W. Busha, Rahm, pełnił funkcję posła stanu Illinois. Za prezydentury Baracka Obamy został szefem sztabu prezydenta – de facto szefem sztabu Białego Domu. Pełnił funkcję burmistrza Chicago w drugiej kadencji Obamy i pierwszej kadencji Donalda Trumpa. W tej roli nadzorował zamknięcie około pięćdziesięciu szkół publicznych w dzielnicach zamieszkiwanych przez Afroamerykanów i Latynosów – największe masowe zamknięcie szkół w historii Stanów Zjednoczonych – drastycznie podniósł opłaty za transport publiczny i parkowanie oraz sprywatyzował Zarząd Transportu Miejskiego w Chicago. Przede wszystkim próbował ukryć nagranie wideo z zabójstwa 17-letniego Laquana McDonalda przez policję w 2014 roku.
Później, za kadencji Joe Bidena, został mianowany ambasadorem w Tokio. Tam nadzorował korupcję parlamentarzystów Partii Liberalno-Demokratycznej (LDP) przez Kościół Zjednoczeniowy („sektę Moon”), działając pod kontrolą CIA. Zawsze waleczny – co przyniosło mu przydomek „Rambo” – nie wahał się używać wulgaryzmów, a nawet uciekać się do rękoczynów. Rahm ma dwóch braci: dr. Ezekiela Emanuela, który był specjalnym doradcą ds. polityki zdrowotnej w administracji Obamy, oraz Ariego Emanuela, założyciela i dyrektora agencji talentów Endeavor. Kiedy Izrael próbował przejąć kontrolę nad Twitterem/X, zaproponował rebranding portalu społecznościowego dla swojego przyjaciela Elona Muska za 100 milionów dolarów – posunięcie, które doprowadziło do ich rozłamu.
Polityka
Biorąc pod uwagę gwałtowną reakcję Demokratów na masakry dokonane przez Benjamina Netanjahu, „rewizjonistyczni syjoniści” trzymają w rezerwie mniej kontrowersyjnego kandydata: gubernatora Pensylwanii, Josha Shapiro. Po stronie Republikanów ich kandydatem jest obecny sekretarz stanu, Marco Rubio. Wcześniej cieszył się on poparciem zmarłego, Sheldona Adelsona, podczas kampanii w 2015 roku. Ukraińsko-izraelsko-amerykański magnat kasyn dostrzegł w dziecku imigrantów podobny los i polubił go.
Ratowanie Porozumień Abrahama
Jedną z konsekwencji memorandum z Islamabadu jest to, że Zjednoczone Emiraty Arabskie po raz kolejny zmieniły swoje stanowisko. W przeszłości były głęboko zaangażowane w sprawę palestyńską, którą hojnie finansowały za pośrednictwem księcia Ahmeda – jednego z synów szejka Zayeda. Został on jednak zamordowany przez CIA w Maroku w 2010 roku. Był młodszym bratem obecnego władcy Abu Zabi i prezydenta siedmiu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, szejka Mohammeda bin Zayeda. Jednak ten ostatni zmienił swoje stanowisko w 2020 roku. Postanowił zawrzeć sojusz z Izraelem przeciwko Iranowi – państwu, któremu Emiraty zawdzięczały część swojego bogactwa (port w Dubaju pozwolił obejść blokadę Iranu przez USA). W rezultacie podpisały Porozumienia Abrahama wraz z Bahrajnem.
Jednak kiedy Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały Iran, Emiraty nie zrozumiały reakcji Iranu – która polegała na ich zbombardowaniu. Próbowali wszelkimi sposobami uzyskać przychylność Rady Bezpieczeństwa ONZ, a następnie Międzynarodowej Organizacji Morskiej, zanim w końcu zrozumieli i przyznali, że gdyby znaleźli się w tej samej sytuacji, postąpiliby tak samo jak Iran. W ten sposób w zeszłym tygodniu Emiraty potajemnie zgodziły się zasiąść do stołu negocjacyjnego ze swoimi byłymi irańskimi przyjaciółmi. Podobnie Arabia Saudyjska – która przywróciła stosunki dyplomatyczne z Iranem w 2023 roku dzięki mediacji Chin – zapewniła mimo to prezydenta Trumpa przed wojną, że nie widzi nic złego w obaleniu Republiki Islamskiej przez Pentagon. Arabia Saudyjska zareagowała następnie z oburzeniem na irański odwet wojskowy, który uderzył w jej własne terytorium. Dziś jednak wyciąga wnioski z konfliktu: Izrael nie cofnie się przed niczym, by stworzyć imperium, a Stany Zjednoczone, dalekie od ochrony swoich państw wasalnych, czynią z nich cele. Rijad przygotowuje zatem szczyt pojednania, który zgromadzi wszystkie państwa Zatoki Perskiej, w tym Iran.
Wojna i konflikt
Właśnie w tym kontekście Marco Rubio udał się – od 23 do 25 czerwca – do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, a w końcu do Bahrajnu, gdzie spotkał się ze wszystkimi członkami Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Podjął próbę reaktywacji Porozumień Abrahama, zwłaszcza że osoba odpowiedzialna za tę sprawę od momentu ich podpisania – żydowski zięć Donalda Trumpa, Jared Kushner – nie ukrywa już faktu, że uważa Netanjahu za chorego psychicznie.
Jednak wysiłki Marco Rubio okazały się nieskuteczne.
Kwestia libańska
Po powrocie do Waszyngtonu sekretarz stanu zmusił ambasador Libanu, Nadę Hamadé Mouawad, do podpisania 27 czerwca „porozumienia ramowego” ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Celem jest rewizja warunków ustalonych w Memorandum z Islamabadu, wynegocjowanym przez Jareda Kushnera i J.D. Vance’a. Memorandum to przewidywało „trwałe zakończenie wojny na wszystkich frontach, w tym w Libanie” (artykuł 1). Z kolei „porozumienie ramowe” Marco Rubio stwierdza, że „rząd Izraela podkreśla, że jego działania militarne w Libanie są wyłącznie konsekwencją ataków, zagrożenia, jakie stwarzają, oraz wrogich zamiarów niepaństwowych grup zbrojnych, w szczególności Hezbollahu” (artykuł 5).
Celem jest potwierdzenie izraelskiej propagandy – twierdzenia, że państwo żydowskie nigdy nie próbowało aneksji Libanu, a jedynie odpowiedziało na działania grupy terrorystycznej – propagandy, która ukrywa próbę utworzenia Państwa Izrael w Libanie przez Léona Bluma (1936), wojnę arabsko-izraelską z 1948 roku (zakończoną zwycięstwem brytyjskich sił w Transjordanii) oraz izraelskie inwazje w 1982 i 2006 roku. Wojna i konflikt
Takie podejście zaprzecza, że Hezbollah stanowi trzon libańskiego oporu przeciwko inwazji. Sprzyja to wrażeniu, że to opór prowokuje okupację, a nie odwrotnie. Nie ma co do tego wątpliwości: podpisany tekst nadal nie pojawia się na stronie internetowej libańskiego urzędu prezydenta. Przewodniczący parlamentu, Nabih Berry, natychmiast ogłosił, że nie zostanie on ratyfikowany, a wielu przywódców już go odrzuciło. Nie chodzi tu o wspólnoty wyznaniowe, ale o libańską tożsamość.
Po podpisaniu memorandum z Islamabadu, Hezbollah ustawił duże billboardy wzdłuż autostrady biegnącej przez Liban. Przedstawiały one portrety dwóch Chameneisów – Alego i Modżtaby – oraz hasło „Dziękujemy, Iranie”. Grupa usunęła je w sobotę, aby zrobić miejsce dla billboardów Ministerstwa Turystyki. Jednak w niedzielę zastąpiono je innymi z flagą Libanu i hasłem „Najpierw Liban” (sugerującym Liban bez „Oporu”). Kierowcy natychmiast zatrzymali swoje samochody i spalili plakaty.
Thierry Meyssan
Voltaire Network
